REPORTAŻ: TRANSPYR – RAZ MIĘKKO, RAZ OSTRO

Transpyr…Przeprawa przez Pireneje, a przy okazji solidne zakwaszenie nóg. Plan był dobry, ale nasz autor nie doczytał tego, co na temat siedmiodniowej etapówki napisano drobnym druczkiem…



CZYTAĆ WSZYSTKO TO BYCIE GOTOWYM NA WSZYSTKO!

 

Teraz już wiem. Planując ambitny start, trzeba czytać wszystko… Również tekst wydrukowany małą czcionką. Głodni nowych tras przeglądamy w sieci z reguły nagłówki. Na przykład takie: „Transpyr. 7 etapów, 800 kilometrów, 18 000 metrów przewyższenia. Coast to Coast!”. Świetnie, będzie gdzie porządnie się zmęczyć – pomyślałem. I w zasadzie tyle…

 

Transpyr

Maratony to trwałe wspomnienia, czasem dosłownie…

 

Podenerwowany, z sercem w gardle, stoję w oczekiwaniu na wydanie numeru startowego. Podpisałem już formularz wyłączenia odpowiedzialności organizatora i podałem numer telefonu żony, na wszelki wypadek… Gładko ogolone i dobrze przygotowane nogi czekają na piekielny wysiłek i zakwasy. W tym wszystkim praktycznie nie zauważam leniwych fal oddalonego o niespełna 100 m, niosącego ożywczy powiew Morza Śródziemnego. Moje myśli krążą teraz wokół rzeczy zdecydowanie ważniejszych. Ile batoników zabrać ze sobą na etap? Czy dwulitrowy worek na płyny nie okaże się za mały? Tylko słuszne wybory zadecydują, czy przeżyję nadchodzące szaleństwo.

 

Aż tu niespodziewanie odzywa się Austriak, z którym przyjechałem z lotniska. „Jestem ciekaw, jak będzie? Bo to raczej niespotykane, żeby czas przejazdu mierzyć tylko na pojedynczych odcinkach”. Słucham? Jak to na pojedynczych odcinkach?! Czepiam się poirytowany. Ale to prawda. Podczas Transpyr czas mierzony jest w jednej lub dwóch (10‑ lub 20‑kilometrowych) strefach. Reszta jest neutralizowana, co oznacza, że nie jest brana pod uwagę. Te informacje zwalają mnie z nóg. Szok i niedowierzanie. Miłe uczucie lekkiego, przedstartowego podniecenia uchodzi ze mnie jak powietrze z dziurawej dętki. Co to ma być? Bo nie prawdziwy wyścig! Po co przejechałem tyle kilometrów? Żeby, ot, tak, pobujać się po Pirenejach i nawet się nie spocić? Siedem dni i zero zmęczenia? Przecież to miał być killer dla moich łydek. A w rzeczywistości będzie niedzielna wycieczka? A co gorsza, leniwy urlop?

 

Transpyr

Transpyr to częściowo turystyka, a częściowo jazda na czas. Obszary zaznaczone na mapie na czerwono zwiastują ogromny wysiłek i ból.

 

NA STARCIE BEZ PANIKI

 

„Wiesz, właściwie to całkiem sensowny pomysł” – słowa Austriaka wyrywają mnie z objęć własnych myśli. „Bo przecież ten, kto będzie najszybszy po dwudziestu kilometrach, z pewnością będzie najszybszy także po 100. A więc po co cały ten stres?” To dziwne uczucie stawać na starcie bez paniki. Surrealistyczne. Chęć walki, troska o miejsce, kurcze mięśni, upadki i hipoglikemia – wszystko to praktycznie przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Ale wszyscy dookoła sprawiają wrażenie mocno podenerwowanych. Od celu dzisiejszego etapu w Camprodon dzieli nas 105 kilometrów i 1700 metrów przewyższenia. Odcinek pomiarowy znajduje się tuż przed końcem i liczy sobie 18 kilometrów oraz 700 metrów przewyższenia, co nie wydaje się szczególnie trudne. Dlaczego więc wszyscy się rozciągają i rozgrzewają, podskakując? Czy to możliwe, że wiedzą o czymś istotnym, co i tym razem jakimś dziwnym sposobem mi umknęło?

 

Transpyr

 

ALE…W CO TU SIĘ GRA?

 

Zaczyna się grubo, patetycznie. Jest drama i muzyka z „Władcy pierścieni”. Spiker, modulując głos, zapowiada każdego uczestnika z osobna (a jest nas prawie 400…). Wszystko zostało po mistrzowsku przerysowane i wyreżyserowane, tak, jakbyśmy czuli się co najmniej jak gwiazdy szklanego ekranu. Co 10 sekund kolejny zawodnik rusza z bramki startowej. Ale jak? Jakby gonił go wygłodniały niedźwiedź! W co tu się gra? Nie tego się spodziewałem. Pierwsze pary oraz samotni cykliści zbijają się w małe grupki i nie jadą, tylko pędzą wzdłuż promenady nad plażą. Tempo jest niewiele niższe od maksymalnego. Z każdym kolejnym kilometrem nadbrzeżna miejscowość Rose powoli niknie z pola widzenia, a przed oczami roztacza się nowy widok na rozlegle i pokryte kurzem pola uprawne. W końcu wjeżdżamy w gęste odcinki leśne. Zaczyna się… Jest ciężko, a topografia terenu wyraźnie pokazuje, kto tu rządzi.

 

Transpyr

 

Dla niektórych, tych przesadnie ambitnych zawodników, strome podjazdy stają się areną manifestacji siły. A przecież wciąż jedziemy po trasie, która nawet nie podlega klasyfikacji. Ale mam wrażenie, że absolutnie nikogo to nie obchodzi. Bezkompromisowi twardziele na nie mniej bezkompromisowych maszynach pchają korby, jakby ktoś ich prowokował.

 

A TO TERAZ W TRUPA?!

 

W końcu, za wioską Can Bundanci, zaczyna się etap pomiarowy, sygnalizowany piskiem fotokomórki. Ja już teraz jestem porządnie wyprany, a to dopiero początek ostrej jazdy. Nogi płoną, a ból w udach jest tak wielki, jakby ktoś bezustannie młócił w nie deską nabijaną gwoździami. Czuję, jakbym musiał jechać maraton i wyścig cross country w tym samym czasie. A przy tym jest ciężej, intensywniej i boli jeszcze mocniej. Nigdy, ale to nigdy wcześniej nie przeżyłem czegoś podobnego. Prawie godzinę później od cierpień wybawia mnie dźwięk fotokomórki. To było straszne!

 

Transpyr

Środkowa część Transpyr prowadzi przez samotne i wysokie góry.

 

TRANSPYR – BRUTAL DLA WYTRZYMAŁYCH

 

Ale żeby zrozumieć, trzeba to przeżyć. Transpyr jest faktycznie nietypową etapówką. Połączeniem wytrzymałości maratonowej i brutalności krótkich odcinków z domieszką przygody. A przygoda polega na tym, że trasa wyścigu nie jest oznaczona. Trzeba nawigować przy użyciu GPS. Z logistycznych powodów nie da się zrobić tego inaczej. Pireneje, zdecydowanie bardziej dzikie niż Alpy, rozciągają się od Morza Śródziemnego do Atlantyku wzdłuż hiszpańsko‑francuskiej granicy. Nie dałoby się tu oznaczyć każdego rozwidlenia drogi czy zabezpieczyć każdego kluczowego miejsca. Stąd też pomysł na odcinki pomiarowe.

 

Transpyr

 

„W pierwszych latach oceniano całe etapy, dokładnie tak, jak ma to miejsce podczas Transalpu, który był zresztą pierwowzorem naszego wyścigu. Nakład pracy potrzebny do zabezpieczenia trasy był jednak ekstremalny” – mówi Oriol Sallent, żylasty Hiszpan, który wspólnie z bratem Francesco po raz dziesiąty organizuje Transpyr. To wyścig nieznany w świecie imprez wytrzymałościowych.

 

DZIEŃ BÓLU

 

Pełen rozmachu dzień trzeci robi niemałe wrażenie. 107 kilometrów, 3200 metrów przewyższenia. Dwa odcinki pomiarowe. A do tego upierdliwy, zimny i silny deszcz. „The day of pain!” – szydzi Alexander Valdiek z Jeny. Alexander nie przyjechał tu w pogoni za świetnym wynikiem. Zdecydowanie bardziej chce zaspokoić głód przygody, który na co dzień musi tłumić. Valdiek prowadzi własne duże przedsiębiorstwo i ma czwórkę dzieci. Nie narzeka na nadmiar wolnego czasu, dlatego w fazie przygotowań do wyścigu kręcił po 160 km na rowerze stacjonarnym. Jest w świetnej formie. Ale nie spodziewał się, że tempo na trudnych odcinkach będzie tak wysokie. „Ci goście są niezniszczalni” – mamrocze przez zaciśnięte usta i spokojnie odjeżdża. A bezlitosne niebo wylewa na nas hektolitry wody.

 

Transpyr

Zmienna pogoda daje się we znaki wrażliwym na zimno Brazylijczykom. Prowizoryczne ponczo z worków na śmieci pomaga.

Jest okropnie i niesamowicie jednocześnie. Serpentyny. Deszcz dudni w rowerową ramę. Nieprzenikniona mgła otula szczyt. Scenografia jak z horroru. Zjazd do Gerri de la Sal zdaje się nie mieć końca i mrozi wszystkim krew w żyłach – jest śliski, zawalony przeszkodami. Tu nie wystarczy teoretyczna znajomość techniki jazdy.

 

Transpyr

Ponieważ na zewnątrz leje jak z cebra, start do trzeciego etapu został przeniesiony na salę gimnastyczną.

 

LUDZKIE NOGI KONTRA BATERIE

 

Transpyr to wyśmienicie skomponowany wyścig gwarantujący niezapomniane przeżycia. Etapówka jest sprawdzianem nie tylko dla mięśni nóg, ale także dla nerwów. Walka, cierpienie, zmaganie się z samym sobą i pokonywanie przeciwności zewnętrznych i wewnętrznych, rygor. Jednym słowem wszystko to, co determinuje i fascynuje człowieka od dawien dawna. Niesamowite, jak ten wyścig weryfikuje nasze granice wytrzymałości. Zarówno te fizyczne, mentalne, jak i dotyczące technicznych umiejętności. Startujący w kategorii E‑MTB zużywali na jednym etapie 3 akumulatory, a i tak kręcili pod górę wolniej niż zwinni uczestnicy na klasycznych rowerach. Akumulatory nie są nawet w przybliżeniu tak wytrwałe jak ludzkie nogi.

 

Transpyr

 

W STRONĘ OCEANU, MARZĄC O…URLOPIE

 

Dni uciekają jak jaskółki niesione przez wiatr. Gęstwina Senterady przypomina dżunglę Hondurasu. Górskie olbrzymy za Espès niczym Dolomity. Kaniony wokół Ainsa przywodzą na myśl te z wyspy Gran Canaria. W symbiozie z otoczeniem sfora wykończonych, dyszących i spoconych kolarzy przemieszcza się jednostajnym i coraz mniej przyspieszonym ruchem w kierunku Atlantyku. Czasem fragment trasy rozpala ogień w mięśniach, innym razem ścieżka jest łagodna, wręcz przyjazna, i pozwala na spokojniejszy oddech oraz wyciszenie rozkołatanego serca. Raz miękko, wręcz pluszowo, innym razem twardo i surowo – myślę sobie.

 

Transpyr

 

Aż tu nagle, przed Hondarribia, połyskuje na horyzoncie Ocean Atlantycki. To ten sam blask, jakim siedem dni temu obdarzyło nas Morze Śródziemne. Wtedy był on dla mnie niewiele znaczącym tłem, teraz jest obietnicą, niemalże pokusą. Pewnie na skutek skrajnego wyczerpania i zmasakrowanych przewyższeniami mięśni nóg. Zdaję sobie sprawę, że faktycznie potrzebuję urlopu. Dziwne, że ta informacja wciąż mnie zaskakuje. Tak to już jest, gdy przed startem nie czyta się informacji wydrukowanych małą czcionką.

 

TRANSPYR - INFORMACJE

 

Transpyr

 

Pireneje

 

Samotne Pireneje królują na obszarze od Morza Śródziemnego aż po Ocean Atlantycki. Nie są wprawdzie tak potężne jak Alpy, ale z powodu mniej rozwiniętej infrastruktury uchodzą za raj dla rowerzystów poszukujących przygód.

 

Wyścig

 

Inspiracją dla organizatora imprezy Oriola Sallenta był Transalp. Ale w odróżnieniu od alpejskiego klasyka podczas Transpyr ocenia się czas przejazdu tylko na określonych odcinkach. Wymagające odcinki pomiarowe liczą sobie raz 10, innym razem 20 kilometrów. Częściowo obejmują też selektywne zjazdy. W wyścigu można startować solo lub w kategorii grupowej, także na rowerach elektrycznych. Trasa nie jest oznaczona na całej długości. Trzeba nawigować za pomocą GPS. Wyścig prowadzi przez siedem etapów od Morza Śródziemnego po Atlantyk i odbywa się każdego roku w czerwcu.

 

Zakwaterowanie

 

Miejscowości na kolejnych etapach są raczej małe, ale dysponują wystarczającą liczbą miejsc noclegowych, co wynika z infrastruktury regionu. W większości znajdują się też blisko startu/mety. Śniadania zorganizowano na najwyższym poziomie.

 

Na czym jechać

 

Wiele zjazdów podchodzi pod kategorię enduro. Są strome, zawalone przeszkodami, a na niektórych odcinkach bardzo wymagające. Nasz reporter, który na co dzień jest wiernym wyznawcą kościoła sztywniaków, jechał tym razem na trailu, Orbei Oiz, z amortyzatorem o skoku 120 mm, regulowaną sztycą, oponami 2.35”. Rower all mountain, skądinąd świetny na te ścieżki, odradzamy ze względu na długie i męczące podjazdy.

 

Transpyr

 

Pogoda

 

Warto wiedzieć, że warunki pogodowe podczas Transpyr mogą się zmieniać w ciągu dnia. W pobliżu wybrzeża jest z reguły ciepło, ale na większych wysokościach możemy paść ofiarami przenikliwego zimna. Należy być przygotowanym dosłownie na wszystko. Polecamy jazdę z plecakiem i odpowiednią liczbą batonów energetycznych.

Więcej informacji: transpyr.com

 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

 

Następne pokolenie - teat nowości 2020

Żuchliński & Misiaczek Bike Team jadą na Cape Epic!

Trening Mai Włoszczowskiej - Mistrzowska szkoła jazdy

Druga młodość sportowca - pierwszy start!

 

 

Komentarze do artykułu