Trek Fuel EX - As wszystkich tras

Piotr Siulczyński – BALANS w rowerze jest najważniejszy

Jak powstaje zupełnie nowa marka rowerowa o polskich korzeniach? Coś takiego właśnie się dzieje! Pod Częstochową mieliśmy okazję jeździć na jednym z jej prototypów.



Po raz pierwszy o projekcie usłyszałem ponad rok temu, ale były to mało precyzyjne informacje. Wiedziałem tyle, że za koncepcją stoi Piotr Siulczyński, którego kojarzyłem z DH. W przeszłości prowadził zjazdowy team, który z sukcesami startował w Pucharze Świata. Potem w maju na festiwalu JoyRide wypatrzyłem dwa rowery, zjazdówkę i endurówkę, nie przypominały niczego, co znałem wcześniej. Na endurówce jeździł Hubert Posmyk i… bardzo się starał, żebym rowerowi przypadkiem nie zrobił zdjęcia. Czas był najwyższy zająć się tematem na poważnie. Od słowa do słowa, uruchomione kontakty i na początku lipca wylądowałem w Olsztynie pod Częstochową.

 

CZŁOWIEK, KTÓRY ZA TYM STOI

 

Piotr Siulczyński, właściciel, stworzył markę, o której mówimy, choć jeszcze nie wymienimy jej nazwy. Firmę zarejestrował w Austrii, tam też urządził siedzibę. Dlaczego tam? Ponieważ wiele łączy go z Innsbruckiem, gdzie mieszkał niemal 10 lat. Tam pojechał na studia ekonomiczne, a zrobił to z powodu miłości do rowerów, w miejscu idealnym do rozwoju pasji, czyli zjazdu. Tam też zaczął przygodę z branżą rowerową na najwyższym, światowym poziomie. O czym wiele osób może nie wiedzieć, Piotr był twórcą i właścicielem teamu w zjazdowym Pucharze Świata. Sam tez wcześniej startował. Najpierw, jeszcze w Polsce, udało mu się pozyskiwać sponsorów dla siebie i małej grupy czołowych zawodników, potem był polski team Tioga Orange, dla którego Piotr wykorzystał swoje kontakty ze sponsorami, a potem w składzie ekipy, z która ̨ Piotr współpracował, pojawił się słowacki rajder Red Bulla Filip Polc. W 2006 Piotr stworzył team startujac̨y w zjazdowym i fourcrossowym Pucharze Świata, m.in. z Turnerem jako partnerem, znany jako Gravity Group.

 

 

 

 

 

To Piotr zaimportował do PŚ Sama Blenkinsopa, a w 2007 jego team wygrał klasyfikację PŚ w four crossie. W 2008 sponsorem tytularnym teamu została Kenda, pojawił się też Tomac jako marka sprzętowa, potem Morewood. Wszystko to był sponsoring fabryczny, a zawodnicy zajmowali miejsca w pierwszej dziesiątce PŚ. Team zniknął w momencie, gdy świat ogarnął kryzys finansowy, ale samemu Piotrowi wyszło to na dobre. Skończył studia (wcześniej przez pół roku był w trasie) i zaczął myśleć o własnej marce.

 

MASZYNA

 

Jednym z założeń przy powstawaniu nowej konstrukcji było wykorzystanie zawieszenia z wirtualnym punktem obrotu. Badano też inne rozwiązania, włącznie z tak popularnym obecnie wysokim punktem obrotu (high pivot). Z góry założono, że rower będzie karbonowy i że od razu przygotuje się dwa modele z tym samym zawieszeniem – endurówkę i zjazdówkę. Następne dwa są już w fazie projektu. Każda rama będzie dostępna w trzech rozmiarach (M, L i XL) i różnych wersjach kolorystycznych oraz wariantach wyposażenia. Przewidziano też możliwości dodatkowych, drobnych konfiguracji, np. wybór tłumika powietrznego lub sprężynowego.

 

 

Piotr Siulczyński

Prototyp maszyny enduro, który służył do testowania rozwiązań do produktu finalnego. 

 

 

Pierwsze modele oparto na kołach 29 cali, ale Piotr mówi: „Widzimy potencjał mullet bikes (czyli mieszanki 29/27,5) jako alternatywy dla niższych rowerzystów”. W wersji prototypowej dostępne są opcje regulacji wymiaru Reach i innych detali, jak długość tylnych widełek. W seryjnej nie będzie już tej opcji. Dlaczego? Piotr: „Rower w danym rozmiarze jest zaprojektowany dla rowerzystów konkretnej wysokości, o czym decydują przede wszystkim Reach, Stack, kąt rury podsiodłowej. Dany model roweru zaprojektowany jest dla konkretnego bb drop (wysokości suportu) i skoku zawieszenia. Każda zmiana któregoś parametru powoduje zepsucie czegoś. Rower nie może być raz krótszy, raz dłuższy, bardziej/mniej stromy, niższy/wyższy… Takie rozwiązania może mieć Greg Minnaar i też nie zawsze wyjdzie mu to na dobre. Większość rajderów potrzebuje jednej dobrej dla swoich rozmiarów geometrii i jednego rodzaju dobrej kinematyki zawieszenia zaprojektowanej wokół tej geometrii. Wiadomo, że jak masz ustawienie geometrii high i low, to wszyscy używają low. Po co robić coś, co powoduje tylko wyprowadzenie z równowagi? A balans w rowerze jest najważniejszy”.

 

 

PROTOTYPY

 

Prototypy są testowane od września 2017, jeżdżą do tej pory. Już wygrywały Puchar Polski w DH. Sebastian Macura i Filip Rawicki testują je w DH, Wojtek Koniuszewski i Hubert Posmyk w enduro. Piotr: „Jako jedni z pierwszych eksperymentowaliśmy z kołem 29 w DH. Zjazdówka była od razu w dwóch wersjach, na kołach 27,5 i 29. I 29 nie jest szybsze, jest lepsze. Dojedziesz dalej, mniej się zmęczysz. Założenie było też takie, że prototypy przetestuje jak największa liczba osób. Geometria w dzisiejszych czasach jest ważniejsza niż kinematyka. Możesz mieć super wypasioną kinematykę i zepsuć to jedną cyfrą. Bardzo ważne jest, by rower wszędzie pasował. Ważne są takie drobiazgi, jak offset amortyzatora i wspornik, którego używasz. Jeden, dwa milimetry potrafią stworzyć potężną różnicę”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PIERWSZA JAZDA

 

Rower, na którym jeździłem, okazał się prototypem, podstawą produktu finalnego. Miał 170 mm skoku z przodu i niemal 170 z tyłu, widelec z offsetem 44. Teoretycznie nie mieli dla mnie roweru, najmniejsza M‑ka to Reach na poziomie 460 mm. Ale jeżdżę obecnie na wielu rowerach, które mają podobny Reach, więc koniec końców nie stanowiło to problemu. Prototyp miał kąt widelca 64 i wahacz, który nie dążył do tego, by być jak najkrótszy, co wpisuje się w filozofię firmy – stabilności przy większych prędkościach. Piotr podkreślał też, że dla niego ważniejsza była możliwość wykorzystania skoku i pełnych możliwości zawieszenia niż liczby w stylu wysokość środka suportu (co nie zmienia faktu, że także tę wartość uważnie dobierano). Dla mnie ważniejsza była niska rama, co sprawia, że nie miałem problemu z ustawieniem pozycji. Największe zaskoczenia? Rower, mimo wielkiego skoku, sprawnie podjeżdżał. Zaskoczyła też pojemność tylnego zawieszenia. Mimo zbyt twardej sprężyny całość pozostawała czuła, a rower prowadził się bardzo stabilnie. Błyskawicznie dobrze się też na nim czułem, co świadczy o właściwym dobraniu detali. We wrześniu mamy dostać do testu wersję karbonową, ciąg dalszy nastąpi.

 

CO DALEJ?

 

Jeżdżą już karbonowe prototypy obu modeli, zajmując miejsca na podium w zjazdowym Pucharze Polski, również rower enduro. Obecna wersja testowa waży 14 kg, z Cushcorem i pedałami. Oficjalna premiera marki nastąpi jesienią, wysyłki rowerów do klientów na początku 2020, w lutym. Specyfikacja? Napęd Sram i głównie Fox, do tego Race Face i DT Swiss. Kolejnym wabikiem ma być też specjalne malowanie. Cel długofalowy? Pierwsze miejsce w zjazdowym Pucharze Świata! Piotr wierzy w siłę marketingu sportowego, a z drugiej strony jest to spełnienie jego marzenia. Ścigał się, potem wymyślił team, który wygrywał w PŚ, wciąż ma racingowe zacięcie. Mówi: „Produkt jest już na takim poziomie, że od pierwszego dnia moglibyśmy być w Pucharze Świata i wygrywać!”. Trzymamy kciuki!

 

 

Piotr Siulczyński

Zawieszenie pozostanie bez zmian, większość opcji regulacji zniknie.

 

 

Piotra Siulczyńskiego, założyciela firmy, zapytaliśmy o źródła koncepcji.

 

 

BIKE: Skąd pomysł na własną markę? Na rynku jest przecież pełno dobrych rowerów.

 

Piotr Siulczyński: Tak, jest ich dużo, ale są za drogie. Od razu wiedziałem, że musi to być marka sprzedawana bezpośrednio, ale początkowo nie byłem przekonany, że markę wysokiej jakości da się sprzedawać przez Internet. Z czasem to się zmieniało. W 2016 roku, po wielu miesiąc ach analiz, podjąłem finalną decyzję o stworzeniu nowej marki z przeświadczeniem, że stworzy się rynek na rowery premium w bezpośrednim kanale sprzedażowym.

 

Co oznacza dla ciebie premium?

 

To taki rower, który ma komponenty i ramę w technologii premium. Wyprodukowane w najlepszej możliwej fabryce z najlepszych możliwych materiałów. Nie mówimy tu o wizerunku, tylko o koncentrowaniu się na jakości.

 

Czyli karbon? Poza samym materiałem i wyborem najlepszego możliwego producenta dochodzi jeszcze element dodatkowy, czyli projekt i konstrukcja…

 

Tak. Wiedziałem, że chcę stworzyć coś, co będzie najlepszej jakości. Mając swoje doświadczenia, widziałem, kto, co i jak, nawiązałem współpracę z renomowanym biurem projektowym Cero, czyli Cesarem Rojo. Cesar zaprojektował rowery Mondrakera, nowe modele Intensa M29, czy Unno, przyczynił się też do powstania Forward Geometry. Pomysł na nową markę rowerów pojawił się w 2014. Do startu projektowania minęły dwa lata.

 

Piotr Siulczyński

Piotr Siulczyński (na zdjęciu) sam także testuje swoje rowery.

 

 

Biuro projektowe to tylko „ręce”. Jeśli nie będziesz wiedział, czego chcesz, nie zrobią ci tego. Cesar oficjalnie mówi, że jestem jednym z jego najtrudniejszych klientów. W głowie mam master plan, jak stworzyć jakość premium. To dobry produkt wykonany w odpowiedniej fabryce, z odpowiednich materiałów, odpowiednio wcześniej przetestowany, długo i intensywnie na etapie prototypu i później już roweru karbonowego, w laboratorium i w terenie. Wszystko to brzmi podobnie do koncepcji wielu innych marek, mam tego świadomość. Ale marki, które współpracują z Cero, można policzyć na palcach jednej ręki. Podobnie jak te współpracujące z naszą fabryką w Azji, a produkowane są tam najwyższe modele najlepszych marek.

 

Życzymy więc powodzenia!

 

Przeczytaj również:

 

Suszec Dirt Picnic 2019 by #godziekbrothers

Dainese Factory Tour - to tylko początek!

Standardy Ścieżkowe potrzebne od zaraz!

Komentarze do artykułu