DLA PEWNOŚCI – Dirk Zedler

Niegdyś na kawiarnianej serwetce szkicował plany stanowiska testowego. Dziś Dirk Zedler, który uparł się, by podążać za marzeniami, prowadzi należącą do światowej czołówki firmę zajmującą się testami i technologią rowerową.



Ma taką pracę, że pod uwagę zawsze musi brać najgorsze. Nawet w użytkowanie nowego budynku firmy wkalkulowane zostały potencjalna katastrofa i recykling.

„Ściany wewnętrzne są z drewna” – Dirk Zedler opisuje wejście do swojego instytutu – „Jeśli firma będzie miała kiedyś problemy, wszystko można pociąć i spalić.” Zedler na chwilę milknie i obserwuje reakcję rozmówcy. Potem wyjaśnia: „To było jedno z naszych ekologicznych założeń na etapie planowania. Dzięki temu w każdej chwili budynek można inaczej wykorzystać”.

 

Dirk Zedler - Instytut Zedlera

 

Pełne ręce roboty

 

Obecnie nic nie wskazuje, by Zedler musiał się tym zajmować. Na zewnątrz dopiero wstaje dzień, ale Dirk jest już zdecydowanie obudzony. Zmiana zaczyna się o szóstej. Liczba zleceń nie pozwala na przestoje. Odkąd w 2010 firma została przekształcona w ośrodek testowy, producenci z Europy, Azji i Ameryki codziennie przesyłają prototypy, by zbadać ich wytrzymałość. W Instytucie rocznie testuje się około 500 ram i 1200 części. Do tego dochodzą zlecenia od rzeczoznawcy wypadkowego w liczbie 600. Nie można też zapomnieć o instrukcjach obsługi dla ponad 60 marek, tłumaczonych na ponad 40 języków. O takich milionowych nakładach autorzy bestsellerów mogą tylko pomarzyć. Obecnie w Instytucie zatrudnionych jest 23 współpracowników, ale szykują się kolejne stanowiska pracy. Branża rowerowa odkryła właśnie temat bezpieczeństwa. A Dirk Zedler bezsprzecznie ma w tym swój udział.

 

Dirk Zedler - Instytut ZedleraZedler doczekał się międzynarodowej sławy dzięki dopracowanym testom laboratoryjnym. Tu prototyp musi wytrzymać lądowanie po nieudanym skoku

 

„Czas prób i błędów już minął. Świadomość jakości w ostatnich latach bardzo wzrosła” – mówi Zedler. Przedsionek jego Instytutu to rodzaj śluzy. Kto chce przekroczyć następne drzwi, musi podpisać zobowiązanie dochowania tajemnicy i oddać komórkę. Tablica wskazuje na restrykcyjny zakaz fotografowania. Metody testowania i laboratoria są chronione niczym magiczne formuły. To w końcu DNA firmy. Zedler niczego nie boi się tak jak kradzieży dóbr intelektualnych. By jednak móc pokazać odwiedzającym, jak instytut pracuje, stworzono wzorcowe laboratorium. Przynajmniej tyle da się zobaczyć.

 

Dirk Zedler - Instytut Zedlera

 

„Zależało nam, by motyw roweru przewijał się we wnętrzach” – mówi Zedler, otwierając drzwi biura. Dobry Boże! Oczy aż bolą od nadmiaru wszystkiego... Czy to rzeczywiście firmowy hol, czy może wystawa? Niezliczeni przodkowie współczesnych rowerów ozdabiają ściany. Nawet jeśli wiele rarytasów zostało wypożyczonych, całość uzmysławia, jak u Zedlera rowerowa pasja płynnie przechodzi w pracę.

 

Dirk Zedler - Instytut ZedleraKuriozalne zużycie ramy. Podczas ekspertyzy Zedler stwierdził, że zniszczył ją pot lejący się z ciała użytkownika. Prawdopodobnie właściciel roweru bardzo dużo jeździł na trenażerze.

 

Kolumb bezpieczeństwa

 

„W pierwszych latach mojej pracy, gdy zarabiałem jako rzeczoznawca rowerowy, rodzice musieli mi pomagać, pieniędzy nie starczało na życie. Nie poddałem się jednak, bo rower to po prostu fantastyczny produkt. Jest ekologiczny, jazda nim sprawia przyjemność. No i nie da się na rowerze prowadzić wojny”– mówi Zedler. A następnie opowiada historię, jak podczas służby wojskowej odkrył dla siebie sport, bo nie miał ochoty na ciągłe picie. Po studiach jako inżynier budowy maszyn bez sukcesu szukał pracy w branży rowerowej. 1 kwietnia 1993 roku usiadł w przebudowanym pokoju dziecinnym przed pożyczonym komputerem i postanowił, że będzie rzeczoznawcą rowerowym. W izbie przemysłowo‑handlowej wyśmiano go. Zaczął pisać do Toura, by móc zapłacić czynsz. Tam, razem z Robertem Kuehnenem, tworzył pierwsze stanowiska testowe.

 

Dirk Zedler - Instytut Zedlera

Dirk Zedler - Instytut ZedleraWidelec pękł po lądowaniu ze skoku, młody człowiek został poważnie ranny.

 

„Zabrzmi to bardzo stereotypowo. W knajpie szkicowaliśmy plany na serwetkach”. W oczach Zedlera zapalają się ognie, na ustach pojawia się uśmiech. Szalona historia. Niczym opowieść surfera, który latami czekał na spokojnej wodzie na falę. A potem niespodziewanie nadszedł sztorm.

 

Dirk Zedler - Instytut ZedleraStopione „coś” to resztki akumulatora, który użytkownikowi e-bike’a eksplodował podczas ładowania.

 

Królestwo Testów

 

Droga do magicznego królestwa testów prowadzi przez betonowe schody do piwnicy. „Wall of Fail” (ściana porażki) głosi napis nad długim rzędem witryn. W nich wystawione są zniszczone i powyginane części. Nie testowe pozostałości, ale świadkowie prawdziwych wypadków. Gabinet osobliwości. Zimny pot spływa po plecach, gdy słyszy się towarzyszące im historie. Tę o młodym człowieku, który wylądował na twarzy, gdy po skoku złamał się pod nim amortyzator. Albo o właścicielu elektryka, którego akumulator eksplodował przy ładowaniu. W efekcie w domu nie tylko wypadły wszystkie drzwi, ale musiał też interweniować lekarz. Pozostałe historie są raczej dziwne. Jak ta o rozpadającej się stalowej ramie. Jej właściciel próbował dostać nową, powołując się na gwarancję. Zedler stwierdził, że ramę zżarł pot. Prawdopodobnie rower uległ zniszczeniu podczas długich sesji na trenażerze.

 

Dirk Zedler - Instytut Zedlera

 

Próba mieszana Zedlera

 

„Będąc rzeczoznawcą, ma się do czynienia z wieloma smutnymi historiami, od paraliżu po śmierć” – mówi Zedler i zastyga przed witryną – „Nie ma czegoś takiego jak gwarancja absolutnego bezpieczeństwa, wszystko może się zepsuć”. Już jedna zbyt mocno dociągnięta śruba może uszkodzić część. Złości się jednak, gdy problem jest rozpoznany, a producent go ignoruje. „Nadal są w branży czarne owce. Poziom jakości jednak wzrósł” – podsumowuje i robi zapraszający gest ręką w stronę serca Instytutu – laboratorium testowego. Nie tego pokazowego, ale prawdziwego, starannie ukrytego (pozbawionego okien). Coś tam syczy i dzwoni. Pomieszczenie jest pełne stanowisk testowych. Wszędzie pneumatyczne ramiona robotów ciągną za ramy, widelce i komponenty. Komputery rejestrują każdy ruch, linie wykresów skaczą po monitorze. Całkiem z przodu dwa pneumatyczne ramiona szarpią karbonową kierownicę MTB, która tak bardzo ugina się pod wpływem siły, że przypomina to ruchy skrzydeł orła. Raz wolniej, raz szybciej. W międzyczasie ramiona robota ciągną także w przeciwne strony. Nazywa się to próbą mieszaną. Metoda Zedlera.

 

Dirk Zedler - Instytut Zedlera

 

Katownia części

 

„Norma chce najpierw jednego, a potem drugiego” – wyjaśnia Zedler – „Ale żaden człowiek nie jedzie najpierw pięć lat na stojąco, a potem pięć lat zjeżdżając”. Obciążenia, z którym testuje Instytut, są często krytykowane jako zbyt wielkie. Zedler wskazuje na pomiary w czasie rzeczywistym z użyciem taśm tensometrycznych. Wiele godzin i niezliczone opracowania testów leżą u podstaw systemu testowego. Zedler prowadzi do jednego ze stanowisk testowania kierownic.

 

Dirk Zedler - Instytut Zedlera

 

Ramiona robota maltretują właśnie karbonową rurkę z wysoką częstotliwością. To symulacja ostrego zjazdu, takiego jak na przykład nad Gardą. Zedler patrzy na ekran, następnie na kierownicę. Co 4000 powtórzeń następuje przeciążenie symulujące upadek albo duży błąd, czyli najgorszy możliwy przypadek. „Zaraz się zacznie” – mówi Zedler, a ramiona robota robią swoje. Końcówki kierownicy tym razem wyginają się jeszcze bardziej ku górze i ku dołowi. Nieprzyjemny trzask miesza się z szumem pneumatyki. Maszyna sprawdzająca, która rejestruje każde odchylenie, wyłącza się. „Ach, już jest martwa!” – woła Zedler. Pęknięcie przy pierwszym przeciążeniu. Słaby wynik. Klasyczny przypadek, gdy producenci opowiadają o zbyt surowych kryteriach testowych. Gospodarz prowadzi do kolejnego stanowiska testowego. Kierownica wytrzymała już 593 000 zmian obciążeń. Od trzech dni ramiona robota szarpią nią i naciskają, zaliczyła też około 150 przeciążeń. „Karbon to nieprawdopodobny materiał, gdy użyje się go właściwie” – podsumowuje Zedler.

 

Dirk Zedler - Instytut Zedlera

 

Niekończąca się pasja do rowerów

 

Jest wczesne popołudnie. Zedler siedzi w wypełnionym światłem muzeum (jak nazywane jest też pomieszczenie seminaryjne). Stoły dla gości otaczają historyczne modele rowerów, wśród nich wiele kultowych MTB. Pomieszczenie wynajmowane jest na szkolenia (dodatkowe źródło pieniędzy dla Instytutu). Zedler opisuje eksponaty. Ogrzewanie do rogów kierownicy. Egzotyki z krainy zmiany biegów. Full z 1992. Jest w swoim żywiole, oczy błyszczą mu w euforii. „To fascynujące, z jaką pasją twórcy od zawsze zajmowali się rowerami” – mówi Zedler – „I nie sądzę, by to się kiedykolwiek zmieniło”. Jego spojrzenie wędruje uważnie dookoła. Nie, ściany z drewna nie zostaną tak szybko spalone. Właśnie dlatego zrobiono je z norweskiego świerka, szczególnie wytrzymałego.

 

Dirk Zedler - Instytut ZedleraW ubiegłym roku Instytut otrzymał najważniejszą niemiecką nagrodę gospodarczą przyznawaną firmom. Trofeum wystawiono w holu

 

INSTYTUT ZEDLERA

 

Dirk Zedler po ukończeniu studiów technicznych w Karlsruhe odkrył w sobie miłość do kolarstwa. Poruszony artykułem (w „Zeit”) na temat wypadków rowerowych postanowił zostać rzeczoznawcą. 1 kwietnia 1993 usiadł za biurkiem i… tak się zaczęła jego historia. Były to czasy pierwszej fali odchudzania rowerów, części rowerowe, bezmyślnie frezowane do granic możliwości, seryjnie pękały. Ale pierwsze lata były trudne. By opłacić czesne, Zedler zaczął pisać między innymi dla szosowego Toura.

 

Dirk Zedler - Instytut Zedlera

 

W redakcji powstały pierwsze stanowiska testowe, które wkrótce wyznaczyły standardy w branży. Od połowy lat 90. Zedler zaczął też pracować dla Bike’a. Opracował plany laboratorium testowego i zbudował je. Pierwszym dużym krokiem była dla niego decyzja przekształcenia firmy w 2010 w Instytut. W jego portfolio znajdują się dziś: ekspertyzy, certyfikaty, budowa maszyn testowych, gwarancje i wynajem pomieszczeń. „Pięć nóg, jak krzesło obrotowe” – mówi Zedler, dla którego ważna jest również ochrona środowiska. Przy budowie firmy zadbano o proekologiczne podejście do materiałów i źródeł energii. Prąd pochodzi z fotowoltaniki, ciepło maszyn testowych ogrzewa budynek, a woda deszczowa zasila prysznice.

Dowiedz się więcej na: Zedler.de

 

 

Przeczytaj również:

 

Propozycja na wakacje - Massa Marittima

Marin Mount Vision 8

NS Define 130 2

Pierwsza jazda - Nowe Shimano XT M8100 vs. SLX M7100