W samym środku reżimu, czyli Korea Północna na rowerze

Czego można było oczekiwać po wyprawie rowerowej do Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej? Zdecydowanie nie wolności i gotowych ścieżek. Za to na pewno kontrastów. Przepięknych krajobrazów i przedziwnej propagandy, ludzkiej życzliwości i Kimów na każdym kroku oraz… karaoke do grilla.



 

Korea Północna

 

,,Cały arsenał atomowy USA jest skierowany na Ciebie, a Ty myślisz o wężach?” - podśmiewa się Tom Bodkin. Oczywiście ma rację. Jedziemy na rowerach przez Koreę Północną, największą tarczą strzelniczą na planecie. Trudno więc węże uznać za szczególne zagrożenie. Żadnych zresztą nie spotykamy. Zamiast tego Harald następnego ranka budzi mnie dzwonieniem zębami. „Muszę odpalić kocher” – szepcze. Ostatniej nocy udało nam się lekko nagiąć restrykcyjny plan podróży i zamienić hotel na biwak. W mokrym chłodzie powątpiewamy, czy była to słuszna decyzja. Harald chce ciepłej herbaty. Ja także.

 

Korea Północna

Na jedną noc udało się uciec z hotelu i przenocować na górze, ale ze względu na chłód i wilgoć ze snem było krucho.

 

Wczorajszy dzień był brutalnie wyczerpujący. Z rowerami podążaliśmy za naszym przewodnikiem Kim In Gukiem przez zarośla i wspinaliśmy się pod nieprawdopodobnie stromą górę. Kim ma 70 lat, nosi stary dres, rusza się jak kowboj i ze swoim kijem przypomina trochę Yodę z Gwiezdnych Wojen. Gdy na nas czeka, ze świeżo skręconym papierosem w dłoni, śmiejąc się, podnosi kciuk ku górze. Często widzimy w Korei uśmiechnięte twarze. Ludzie nie rzucają się na nas, zachowują rezerwę, ale generalnie są przyjaźni.

 

Ostatni bastion komuny

 

Korea Północna

W buddyjskich świątyniach mieszkają jeszcze nawet pojedynczy mnisi.

 

Nikt nie mówił, że jazda na góralu w Korei Północnej będzie prosta. Wielu wątpiło, że w ogóle tam dotrzemy. Niektórzy zastanawiali się też, czy kiedykolwiek wrócimy. Na temat Korei Północnej każdy ma swoje zdanie i tak naprawdę niczego nie wie. Nazywa się Koreańską Republiką Ludowo‑Demokratyczną, ale jest dyktaturą i zasadniczo nie przyciąga turystów. Mnie jednak interesował ten ostatni komunistyczny bastion. Podobnie jak zawodowych bikerów, Haralda Philippa i Maxa Schumanna. Nawet z całą logistyką, którą agencja Toma „Secret Compass” wykonała za nas, przedsięwzięcie trudno było nazwać bezpiecznym. Jak można cokolwiek przewidzieć, gdy podróżuje się do kraju rządzonego przez nieprzewidywalnego psychopatę?

 

Korea Północna

Myohyang-san (1909 m n.p.m.).

 

„Możecie fotografować wszystko za wyjątkiem rzeczy związanych z wojskiem” – oznajmił Pak Song Gun, gdy odbierał nas na lotnisku w Pjongjangu. Pak i jego 26‑letni kolega Om Jin Song byli naszymi strażnikami podczas wyprawy. Dobrze mówili po angielsku i z czasem, zaciekawieni, zadawali coraz więcej pytań, ale nigdy nie powątpiewali w swojego wodza. Na ich marynarkach widniały podobizny Kim Dzong  Ila i  Kim Ir Sena, dziadka i pradziadka aktualnego dyktatora. Sukcesy rodziny Kimów propagowali wzorowo.

 

Korea Północna

W głębokim lesie czy na wysokich szczytach, wyryte w kamieniu hymny pochwalne ku czci klanu Kimów są wszechobecne.

 

Przemierzaliśmy ulice. Miasto było przestrzenne i wydawało się spokojne. Trudno było dostrzec różnorodność marek czy przejawy indywidualizacji. Trochę później, gdy jechaliśmy przez olbrzymie pola ryżowe drogami o szerokości pasów startowych, Max mruczał: „Czuję się jak w starym filmie. Jakby czas zatrzymał się przed 70 laty”. Kiwaliśmy głowami. Sceneria w czasie jazdy na północny wschód, w stronę Myohyang‑san, promieniowała wielką prostotą. Brak reklam, z rzadka samochody.

 

Myohyang‑san

 

Korea Północna

Północnokoreańscy jednodniowi turyści są ciekawscy, ale i ostrożni. Oficjalnie zabrania się kontaktować z obcokrajowcami, zakaz jest jednak chętnie omijany.

 

Lasy liściaste Myohyang‑san były jednak spektakularne. Choć dla północnokoreańskich turystów i tak to my stanowiliśmy największą atrakcję. Przemykali obok w swoich klapkach, uśmiechając się ostrożnie. Kto miał, ten sięgał po smartfon i filmował nas podczas jazdy na rowerze. Nagrania nigdy nie wylądują na YouTubie. Nie ma dostępu do Internetu. To także doskonale wiedzieliśmy. Po wylądowaniu oddaliśmy się całkowicie w ręce naszych strażników. W żaden sposób nie podkreślali swojej władzy i nie nosili broni, ale wiedzieliśmy, że musimy wykonywać ich rozkazy i nie mamy żadnej swobody.

 

Korea Północna

 

Z powrotem na biwak. Dużo pchaliśmy i przeklinaliśmy w drodze na szczyt Myohyang‑san. Dlaczego?  Deszcze zmieniły 1600 metrów przewyższenia w jedną wielką ślizgawkę. Niemniej bez odniesienia ran dotarliśmy na dół. Niewielka grupa Koreańczyków zebrała się pod betonowym mostem na imprezę. Z grilla unosił się dym, pito piwo i śpiewano karaoke. Pomachali do nas, choć właściwie zabrania im się kontaktów z obcokrajowcami. Kilka sekund później mieliśmy w dłoniach piwo. Wszystkie bariery – językowe, kulturowe, polityczne – także w Korei Północnej da się pokonać. Aż Pak i Om zrobili się trochę nerwowi i zmusili nas do dalszej jazdy.

 

Mityczna Paektu‑san

 

Korea Północna

Przewodniczka na Paektu-san. Pokazuje turystom miejsce urodzenia Kim Dzong Ila. Miał tu przyjść na świat, podczas gdy jego ojciec ukrywał się w lasach przed wrogimi Japończykami.

 

Kolejnym przystankiem w programie była mityczna góra wulkaniczna Paektu‑san. Wulkan uchodzi za nieobliczalny, ale dla Koreańczyków jest przede wszystkim ściśle związany z narodową historią i czczony niczym święty. W gęstych lasach u stóp góry miał przyjść na świat Kim Dzong Il. Miejsce uchodzi za matecznik rewolucji 1948 roku. Jest też najwyższym szczytem Półwyspu Koreańskiego (2744 m n.p.m.), a Kim Dzong Un niedawno ściskał tu dłoń południowokoreańskiego prezydenta Mun Jaeina.

 

Korea Północna

Krótki odpoczynek w drewnianym pawilonie:Tom obok Peaka, Kim i Om, Max i Harald (od lewej).

 

Mit kryje się w chmurach. Ponad sześć godzin tkwimy w busie i sfrustrowani patrzymy na deszcz. Ciężarówka za ciężarówką rozładowują miejscowych turystów. Zawinięci w foliowe płaszcze nikną w mżawce, podążając za człowiekiem z czerwoną flagą. Pogoda wpływa na nasze nastroje.  Tak trudno było dotrzeć na ten drugi kraniec świata, a nam pozostały tylko dwa dni.  Loty do najbliżej położonego miasta Samjiyon są rzadkie. Nas przewiózł tu liczący sobie 49 lat sowiecki samolot napędzany czterema śmigłami. Samjiyon dopiero powstaje. Obok kilku starszych budynków, jak nasz hotel, buduje się tu szybko nowoczesne domy. Planowane jest nowe, wzorcowe miasto. Z jednej strony z powodu rosnącej liczby turystów odwiedzających świętą górę, z drugiej zaś po to, by pokazać siłę. Niewiele kilometrów dalej na północ przebiega chińska granica.

 

Dokonać niemożliwego

 

Korea Północna

Max i Harald zjeżdżają, w tle uszkodzona kolejka na Paektu.

 

Kolejnego ranka startujemy o 4:30. Na wojskowym punkcie kontrolnym wsiada trzech żołnierzy i wciska się z pistoletami maszynowymi między nas i rowery. Wyglądają ekstremalnie młodo, niespecjalnie się nami interesują i grają na smartfonach. Bus wspina się pod górę, mijając robotników, którzy układają ręcznie bruk już o 6 rano. Wyrywają kamienie rękoma i przenoszą w workach. Maszyn ani śladu.

 

Korea Północna

 

Zatrzymujemy się w końcu na brzegu krateru. Wskakujemy na nasze rowery, a robotnicy w czerwonych ubraniach patrzą na nas, uśmiechając się, jak wspinamy się wzdłuż grzbietu. Pedałujemy pod górę ku świętemu wierzchołkowi. Widok powoduje nerwowe przełykanie śliny. Wulkan jest olbrzymi, widok porażający. Z krateru wygląda niebieskie jezioro, obok rozpościera się skalista pustynia, daleko, aż po Chiny. To surrealistyczne. Nawet jednak odległość nie pozwala zapomnieć, gdzie jesteśmy. Propaganda (błyszczące czerwienią litery na kamiennych monumentach) jest wszechobecna.

 

Korea Północna

Harald jedzie za maksem wzdłuż betonowego płotu. Ten w regionie granicznym ciągnie się przez niesamowity krajobraz wulkaniczny.

 

Potem w końcu zjeżdżamy z koreańskiego wierzchołka. To tylko krótki zjazd, aż spotykamy znów Paka i Oma. To jednak emocjonalny punkt szczytowy naszej podróży. Nie dlatego, że zdobyliśmy górę jako pierwsi bikerzy, ale że mogliśmy poznać fragment tego kraju, a niemal nikt nie uważał tego za możliwe.

 

Korea Północna

Wielka parada wojskowa z okazji 70-lecia rewolucji była niedostępna dla obcokrajowców. Ale na drogach wokół hotelu również maszerowano i wymachiwano flagami.

 

KOREA PÓŁNOCNA

 

 

Korea Północna

W stolicy, na monumentalnym Mansudae, ludzie kłaniają się brązowym figurom Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila. 

 

KRAJ

 

Oficjalna nazwa Korei Północnej brzmi Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna. Nazwa jednak nie mówi nic na temat rzeczywistej sytuacji w kraju. Sprawujący władzę Kim Dzong Un rządzi niczym dyktator. Korea Północna uchodzi za najbardziej zamordystyczny (i jednocześnie nieznany) kraj na świecie. Liczba mieszkańców wynosi 25 milionów.

 

Korea Północna

 

WYPRAWA

 

Choć Korea Północna znacząco otworzyła się na turystów, w porównaniu do lat poprzednich, indywidualne zwiedzanie kraju nadal nie jest możliwe. Rządowi nadzorcy kontrolują trasę i trzymanie się ustalonych „reguł”. Agencja Secret Compass, wyspecjalizowana w nietypowych celach podróży, pomogła Danowi Milnerowi, Maxowi Schumannowi i Haraldowi Philippowi w organizacji wyprawy. Trasa prowadziła przez Pekin do północnokoreańskiej stolicy Pjongjang i stamtąd na rowerach do Myohyang-san. Następnie samolotem do Samjiyon, skąd został zdobyty wulkan Paektu-san. Pobyt w Chilbo zamknął dwutygodniową wyprawę.

 

Korea Północna

 

 

Przeczytaj również:

 

Hardtail do maratonu A.D. 2019

Raport! Polskie trasy na legalu

Trek Enduro MTB Series Rabka-Zdrój 2019. Zapisy wystartowały!