Harald Philipp – Lornetka zamiast GPS

Jeździ tam, gdzie inni zakładają liny. Rowerowy wspinacz, poszukiwacz flow i tropiciel ścieżek – HARALD PHILIPP jest łowcą przygód. Przeciera ścieżki od Alp Nadmorskich po Nepal.



BIKE: Z czego bez problemów możesz zrezygnować w trasie?

 

HARALD PHILIPP: Z odbiornika GPS. Uważam, że wiele się traci, jeśli zbytnio dajemy się prowadzić. Jeśli samodzielnie wyszukuję trasę, przeżywam ją o wiele intensywniej.

 

Czyli prawdziwy łowca rowerowych przygód po prostu rusza przed siebie?

 

Nie, skądże. Chodzi mi o właściwą równowagę między dobrym przygotowaniem i momentem zaskoczenia. Zbyt staranne przygotowania sprawiają, że przygoda umiera, zbyt słabe grożą porażką. Zwykle bardzo dokładnie poznaję region, zaznajamiam się z kulturą krajobrazu, która określa też, w jaki sposób powstawały drogi. Poszukuję i wczytuję się. Patrzę w następujący sposób. Czy w danym miejscu istnieją strome ścieżki myśliwych, czy wijące się drogi przygotowane przez wojsko, a może wydeptane oślimi kopytami szlaki, które właściwie są idealne, bo osioł ma podobną szerokość kopyta co opona rowerowa. W ten sposób otwierają się dla mnie nowe trasy.

 

W jaki sposób wyszukujesz nowe ścieżki?

 

Tak właściwie mój pierwszy krok to zawsze Google Earth. Obecnie można tam naprawdę dobrze odczytać trasę. Było to szczególnie ważne przy naszej wy- prawie w Himalaje. Co prawda mieliśmy mapy, ale te na miejscu okazały się albo słabe, albo zwyczajnie błędne. W Alpach często dopiero w trasie decyduję, czy wypróbuję ścieżkę.

 

Czy to nie frustrujące, gdy wciąż ląduje się w ślepych uliczkach i człowiek musi zawracać?

 

Szczerze mówiąc, nie mam żadnych momentów frustracji, kiedy siedzę na rowerze. Porażka to słowo, którego nie ma w moim wycieczkowym słowniku. Nawet jeśli muszę schodzić, zawsze coś zyskuję. Bądźmy szczerzy, jeśli możemy się z czegoś śmiać po fakcie, to tak naprawdę możemy śmiać się od razu. Choć oczywiście wyszukiwanie nowych tras to moje hobby. Robię to, odkąd wsiadłem na rower. Myślę, że mam w sobie dużą porcję potrzeby odkrywania. Lubię poszukiwanie nowego, robienie zawsze kolejnego kroku i próbowanie rzeczy, o których inni jeszcze nawet nie zdążyli pomyśleć.

 

Co, gdy robi się niebezpiecznie?

 

Lubię sytuacje, które stawiają przede mną wyzwania. I tak naprawdę nigdy jeszcze nie znalazłem się w prawdziwie niebezpiecznej sytuacji. Nigdy naprawdę porządnie nie zabłądziłem, nie zraniłem się podczas samotnej wyprawy i nie utknąłem w egipskich ciemnościach. Co do wyzwań technicznych, dotyczących techniki jazdy, zgadza się, chętnie badam granice, ale zdecydowanie nie pragnę doznań na granicy życia i śmierci. Najważniejsze przygotowanie to opanowanie roweru. Trzeba mieć świadomość, jakie ma się umiejętności, co się potrafi, a czego nie. Ta świadomość powinna być ugruntowana. Każdy powinien sam ocenić, co jest w stanie zrobić, a co stanowi dla niego prawdziwe wyzwanie.

 

Co koniecznie musisz mieć w trasie?

 

Zabieram stosunkowo niewiele rzeczy, ale oczywiście mam coś takiego, jak stałe wyposażenie. Podstawowe narzędzia, wystarczająca liczba dętek, ubrania na zmianę i zestaw pierwszej pomocy. Moja kawiarka, bo chętnie celebruję postoje. Samodzielnie zaplanowane trasy to coś zupełnie innego niż wyścigi z językiem na brodzie. Chętnie zabieram też lornetkę. Z góry da się idealnie przeszukiwać teren, tropiąc ścieżki. Badanie krajobrazu za pomocą lornetki jest po prostu rewelacyjne, mogę to polecić każdemu. Biorę ze sobą smartfon, ale zwykle jest wyłączony.

 

Wyłączasz swój smartfon? Co ze zdjęciami i postami w mediach społecznościowych?

 

To nie jest mój świat. Na 90% moich tras nie powstają żadne zdjęcia. Zbyt lubię przemijalność przeżyć. Zostają we mnie jako wspomnienia. Nie mam ochoty cały czas szukać czegoś, co da się ,,wrzucić" na fejsa. Jak często zdarzają się podobne momenty i czy zdjęcia są w stanie oddać to, jak się człowiek wtedy czuje? Te wszystkie rzeczy, których nie da się uchwycić i przeżyć, trzeba celebrować i umieć je zachować. W mediach społecznościach inni oceniają to ilościowo. Czy jeśli dostanę mniej niż 20 lajków, będzie to mniej warte?

 

Harald Philipp

 

Harald Philipp,podróżnik rowerowy

Ten 35-latek mieszka na przemian w Innsbrucku i w Ligurii. Za sprawą swoich przejazdów graniami znany jest jako rowerowy alpinista. Jest również gawędziarzem, producentem wielu krótkich filmów, jak i autorem książki „Flow. Dlaczego kolarstwo górskie uszczęśliwia” (Wydawnictwo Delius Klasing Verlag), summitride.com

 

Przeczytaj również:

 

Banless - Metalowa pasja "Made in Poland"

Jeden do wszystkiego - idealny rower górski

Trasy do wieczności - legendarne trasy enduro

 

Komentarze do artykułu