„Trzeba chcieć” – Wywiad z Lael Wilcox

Amerykanka LAEL WILCOX (32 lata) jest nową gwiazdą w środowisku maratonów ultra. Ostatnio ustanowiła rekord trasy podczas wyścigu ciągłego Navad 1000.
Rozmawialiśmy z Lael o kanapkach na stacjach benzynowych, plusach presji czasu oraz metodach łatwiejszego znoszenia bólu.



BIKE: Kolarze długodystansowi pędzą przez bajeczne krajobrazy. Tygodniami katując się morderczymi dystansami. Przeważnie są przemęczeni. Niektórzy twierdzą, że kolarze długodystansowi uciekają przed samymi sobą.


LAEL WILCOX: Interesująca teoria. Czy ona dotyczy nas wszystkich?


To już ty nam to powiedz! Jaki jest urok na przykład przejechania Stanów Zjednoczonych w 18 dni, mając co noc czas na trzy do maksymalnie pięciu godzin snu?


Nie uciekam sama przed sobą. Lubię po prostu spędzać czas na zewnątrz i przekraczać własne granice. Świetnym uczuciem jest stwierdzenie tego, że potrafię coś, co wcześniej kwestionowałam. A poza tym uwielbiam przemierzać świat na rowerze.


Niestety, nie masz czasu na ognisko przed namiotem, czerwone wino lub skok do jeziora. Jesteś w ciągłym pospiechu.


Zgadza się! Traktuję wyścig jak zadanie, które mam do wykonania. Lecz ma to też swoje dobre strony. Ponieważ wszystko kręci się wokół niego, wszystkie inne problemy znikają. Życie staje się cholernie łatwe. Nie stawiam sobie codziennych pytań, takich jak: „Czy powinnam tu zostać jeszcze jeden dzień dłużej?" lub ,,Co mogłabym dzisiaj fajnego zrobić?". To wszystko się nie liczy. Mam cel, który muszę jak najszybciej osiągnąć, najlepiej szybciej niż pozostali.


A przyjemność? Czy ona w trybie wyścigowym kompletnie się nie zatraca? Wydaje mi się, że bikepacking jest lepszą alternatywą do podziwiania krajobrazów.


Nie zrozum mnie źle. Bikepacking ma w sobie to coś i było tym, co robiłam w poprzednich latach. Wiele tras rowerowych przejechałam bez presji czasu, dlatego zaliczyłam spokojną i duchową jazdę. Mogłam więc lepiej utrwalić w pamięci te momenty. Bikepacking zresztą spowodował, że zaczęłam jeździć na rowerze. Chciałam okrążyć świat na rowerze, lecz później dałam się namówić na start w wyścigu rozgrywanym w Izraelu. To było w 2014.


I od tego czasu nie masz dosyć?


Zajęłam dobre miejsce i chciałam więcej.

 

Lael Wilcox


„Kocham podjazdy” – mówi Amerykanka z Alaski. Ale nawet w trakcie prowadzącego przez Szwajcarię wyścigu Navad 1000 Lael od czasu do czasu musiała pchać swój rower.


Chętnie jeździsz wyścigi, ponieważ jesteś w tym dobra?


Tak, to możliwe. Kiedy się nad tym zastanawiam, wydaje się prawdziwe. Gdybym się zawiodła, byłby to przypuszczalnie mój ostatni wyścig. Lecz jeżeli jesteś w czymś dobry, sprawia to automatycznie dużo frajdy.


Twoje wyniki dają radość. A co sprawia, że jesteś taka silna?


(Długo się zastanawia.) Możliwe, że mam mniejszą wrażliwość na ból niż inni.


Czy to wystarczy?


Nie, oczywiście, że nie. Musisz być w dobrej kondycji. A jednak mentalny aspekt jest równie ważny. W trakcie takiego wyścigu jesteś sam na sam ze sobą i swoimi myślami. Kiedyś w trakcie Trans Am kolano zaczęło mnie boleć już podczas pierwszych dni. Wieczorami ból nie ustawał. Z tym trzeba sobie poradzić. Tym bardziej, że wyścig dopiero się rozpoczął i wszystko jeszcze było przede mną. Ważne, by koncentrować się na danym dniu. Kiedy twoje myśli powędrują w przyszłość, nagle pojawiają się wątpliwości.


Z reguły ból kolan w trakcie takiego obciążenia staje się mocniejszy.


W sumie tak, ale moje, mimo przeciążenia, zregenerowały się. Cała sytuacja jednak mnie zaskoczyła i kolejny raz okazało się, że nie należy zbytnio dać się zwariować.


Myślałaś o tym, by się poddać?


Nie, o tym nie. Tak szybko się nie poddaję.


Taka myśl byłaby usprawiedliwiona.


Możliwe, lecz skutecznie ją przyblokowałam. Byłabym zbyt zawiedziona swoją postawą i musiałabym wrócić, by ponownie wziąć udział w wyścigu. Cóż za straszliwa wizja!


Lub mogłaś to po prostu odfajkować.


Nie, jeżeli coś sobie postanowię, chcę to zrealizować. Na pewno bym wróciła.


I po to tylko, żeby udowodnić sobie, że cię na to stać? Żadnej nagrody pieniężnej, żadnych kibiców na poboczu drogi, nawet wyżywienie musisz sama opłacić.


Nie można nam zarzucić, że jako kolarze ultra- dystansowi robimy to z pazerności (śmiech). Ale zgadza się, środowisko ultrasów może niektórym wydawać się dosyć dziwne. Nawet ja, jak pomyślę o formule imprezy, uśmiecham się pod nosem. Kiedy w trakcie wyścigu zatrzymuję się na stacji benzynowej i wpycham w siebie parę gotowych kanapek, wskakuję na rower i pędzę w siną dal (śmiech).


Jak myślą kolarze ultradystansowi?


Ściganie na dystansie ultra jest brudne i surowe. To nie jest sport romantyczny. Kto bierze w nim udział, chce sprawdzić swoje granice oraz sprawdzić, jak poradzi sobie w ekstremalnych sytuacjach. Są również osoby, które kiedyś wpisały sobie taki wyścig na listę czynności do wykonania i myślą, że mogą go sobie ująć w ramy dwutygodniowego urlopu. Najczęściej dobrze się to nie kończy.


A jak ty myślisz?


Troszkę inaczej. To trudne do opisania, ale robię to również dlatego, że czuję się w tym dobrze. Myślę, że sprawia mi to o wiele więcej przyjemności niż innym. Oczywiście, są chwile, gdy myślę sobie: „dlaczego właściwie to robisz?". Dzieje się tak, kiedy całe ciało boli, słońce bez skrupułów praży w mój kask i wiem, że muszę jeszcze przynajmniej cztery do pięciu godzin jechać. Ale zdarza się to rzadko, przeważnie jestem pobudzona i mogę szybko zaśmiać się ze swoich chwil słabości.


Masz jakąś wskazówkę, podpowiedź, w jaki sposób można najlepiej znieść ból?


Zignoruj go. Poza tym pamiętaj, że może być lepiej lub ból za chwilę może być inny. Jedno jest pewne, on nie trwa wiecznie. Te sposoby myślenia pomagają.


W trakcie wyścigu masz czas na średnio trzy do pięciu godzin snu na dobę. W trakcie Trans Am zmagania trwały 18 dni. W jaki sposób można to przetrwać?


Trzeba chcieć. W gruncie rzeczy to wystarcza. Jadąc, nie musisz mieć super wydajności, wystarczy po prostu spokojnie kręcić pedałami i w miarę możliwości nie zabłądzić. Nigdy nie jest nudno. Myślę wtedy o różnych rzeczach lub słucham muzyki. Muzyka pomaga.


To trochę niesprawiedliwe, że kolarze ultradystansowi nie zarabiają pieniędzy. Przy czym wasza wydolność nie różni się od wydolności kolarza ścigającego się w cross country.


Nasze wyścigi trudno zareklamować w mediach. Nie ma teamów, menadżerów lub czegokolwiek innego. Tutaj staje się na starcie, dostaje GPS i innych kolarzy widzi się ponownie dopiero na linii mety. Żadnych trzepoczących wstążek, żadnych oklasków. Bardzo rzadko spotykam na trasie innych uczestników. Przeważnie rozpoznaję ich po przeładowanych bagażami rowerach, gdy na poboczu drogi nerwowo grzebią w torbach, szukając czegoś nadającego się do spożycia.


Nie denerwuje cię, że wyścigom ultradystansowym nie poświęca się tyle uwagi?


Nie. Zresztą zaczyna się to zmieniać. Ludzie interesują się nami i naszymi opowieściami z trasy. Przecież to pure mountainbiking! Trzeba tylko znaleźć sposób, aby wszystko było dostępne dla ludzi.

 

Lael Wilcox

Amerykanka dorastała w Anchorage na Alasce. Najpierw grała w piłkę nożną, później podczas biegania odkryła swój talent do sportów wytrzymałościowych. Raczej przez przypadek wzięła udział w wyścigu na ultradystansie i pokochała go. Do jej najważniejszych sukcesów należą zwycięstwa w Tour Divide, Baja Divide, Navad 1000 i generalne w Trans Am.


Masz coraz większą rzeszą obserwujących cię na Instagramie. Czy to może pomóc?


Chyba tak. Ale by ta formuła stała się bardziej popularna, trzeba czegoś więcej niż Instagrama. Czego dokładnie, nie jestem w stanie powiedzieć. Instagram lub Facebook są fajne, by od czasu do czasu podzielić się chwilami przeżytymi w samotności, o których równie szybko się zapomina. Niektórych to faktycznie inspiruje. A mi sprawia przyjemność, jak piszą, że wyruszyli ze śpiworem i chcą sprawdzić, jak daleko dojadą.


Jesteś gwiazdą tego środowiska. Osiągasz sukcesy. Czy można wyżyć z tego sportu?


Uzyskanie perspektyw jest łatwe, zarabianie na życie prawie niemożliwe. Kiedyś musiałam pracować w fast foodach lub w sklepach rowerowych, by zarobić na starty w wyścigach. Teraz mam wystarczająco dużo, by opłacić sobie podróż, motel i jedzenie. Nie jestem jednak pełnym zawodowcem. Zimą pracuję w Arizonie jako przewodnik. Ale nie chcę narzekać, nie robię tego ze względu na pieniądze.


Na Trans Am wystartowałaś po raz pierwszy na rowerze szosowym. Przejechałaś wzdłuż Stanów Zjednoczonych. Po 18 dniach dojechałaś jako zwyciężczyni i byłaś nawet szybsza niż najlepszy mężczyzna. Jak ważny jest dla ciebie fakt, że pokonałaś mężczyzn?


Bardzo ważny. W końcu o to chodzi, by zmierzyć swoje siły. Kiedy orientuję się, że prowadzę w klasyfikacji mężczyzn, sprawia to, że czuję się dumna. Wielu mężczyzn czuje się przeze mnie prowokowanych. To mnie bawi.


Ostatniego dnia spotkałaś swojego męskiego rywala. Zaproponował ci wspólny wjazd na metę, jednak odmówiłaś.


To nie wchodziło w rachubę, w końcu ścigaliśmy się. Zaproponował mi to, ponieważ był zmaltretowany i ostatniego dnia nieumyślnie pojechał w złym kierunku. Dopiero gdy spotkał mnie, jadąc z naprzeciwka, zorientował się, że zabłądził. Zastanów się tylko, przez więcej niż dwa tygodnie zaciskasz zęby, ignorujesz ból, śpisz skulony w krzakach i na stacjach benzynowych wrzucasz w siebie tani fast food. Robisz to wszystko tylko po to, by wygrać. Dlaczego miałabym więc rezygnować ze zwycięstwa?


Jesteś odludkiem?


To nie ma z tym nic wspólnego. Biorę udział w wyścigu, ponieważ chcę wygrać. Tacy jesteśmy. I kiedy jadę przed najszybszym mężczyzną, to jest to wyjątkowe i nie chciałam z tego zrezygnować.


Są ludzie, którzy twierdzą, że oszukałaś.


Przykre. Ale można to zweryfikować. Chip wszystko rejestruje. Widać, czy ktoś z rowerem wsiadł w samochód lub czy ktoś skrócił trasę. No, tak, nie jest się monitorowanym przez cały czas. Na pewno są jakieś sposoby, by oszukać. Ale dlaczego miałabym to robić? My kolarze wyścigów ultra robimy to dla siebie, a nie po to, by wygrać jakąś żółtą koszulkę, dużą nagrodę pieniężną lub by zostać zaproszonym do jakiegoś show. Tego wszystkiego u nas nie ma.

 

Przeczytaj również:

 

Jeden do wszystkiego - idealny rower górski

Test seria: idealny rower w góry - Kross Pure Trail

Jeśli nie rower to co? - Trzy pytania do gwiazd kolarstwa

Komentarze do artykułu