ENDURO MAMA

SYLWIĘ KATANĘ, zwaną „Syską”, zna wielu fanów enduro. Z Sylwią i Anią Kulpą rozmawialiśmy u progu tego sezonu, gdy pisaliśmy o Enduroprinceskach, czyli teamie dziewczynek (głównie), którymi się opiekują. W międzyczasie w życiu Sylwii nastąpiły jednak istotne zmiany.



Chwilę temu zostałaś mamą, a my spotykamy cię na szlaku. Ile dałaś sobie czasu na powrót na rower?

Pierwszy raz byłam na rowerze 3 tygodnie po porodzie. Wiem, że mogę się tu spotkać z krytyką, ponieważ okres połogu trwa 6 tygodni, ale uważam, że to bardzo indywidualna sprawa. Bardzo dobrze się czułam, byłam w dobrej kondycji. Starałam się nie przemęczać, nie forsować organizmu, czułam, na co mogę sobie pozwolić.

 

Wiem też, że do samego ,,końca" można było spotkać cię w górach. Jak sobie radziłaś? Mówiłaś: „stop, Sylwia, tego ci już nie wolno"?

Jasne, że mówiłam sobie stop. Najważniejsze było, aby ciąża przebiegała prawidłowo, a że tak było, nie rezygnowałem ze swojej aktywności. Chodziłam na zajęcia z aktywnej ciąży, gdzie pod czujnym okiem instruktorek ,,Modelarni – więcej niż fitness dla kobiet" kontynuowałam swoje treningi. Dużo chodziłam po górach, tam czułam się najlepiej (chociaż były dni, że musiałam zawrócić w połowie drogi na szczyt, ponieważ źle się poczułam. Słucham swojego organizmu, nic nie robiłam na siłę, tylko z głową i zdrowym rozsądkiem. Bardzo długo jeździłam na rowerze, prawie do 8. miesiąca. Szczerze mówiąc, unikałam jazdy na rowerach typu miejskiego. Bardzo nami trzęsło, więc wolałam spędzać czas na endurówce. Było dużo wygodniej (ha, ha).

 

Wiesz, co innego pedałować we wczesnej ciąży po miejskiej ścieżce rowerowej, a co innego wybierać się w góry. Jak wyglądało twoje rowerowanie w ciąży? Jak bardzo było inne od tego sprzed?

To było zupełnie inne pedałowanie. Można powiedzieć, że pod górę wcale go nie było (śmiech). Każdy podjazd praktycznie prowadziłam, a najdłuższy był na ,,Cygankę". Moje małe Enduroprinceski dzielnie mnie wspierały i zawsze na mnie czekały. Bardzo na siebie uważałam, dziecko było najważniejsze, ale to nie oznaczało, że musiałam ze wszystkiego zrezygnować. Ciąża to nie choroba, tylko wspaniały okres. Jeździłam też na rowerze elektrycznym, na nim to już w ogóle się nie przemęczałam, tylko modliłam, żeby baterii mi nie brakło na powrót do domu, a miałam do niego dojechać pod górkę. Muszę jednak przyznać, że każdy wypad na miejskim rowerze równał się ze staniem na nogach dla lepszej amortyzacji praktycznie przez całą drogę, aby unikać wstrząsów związanych z nierównościami na ścieżkach rowerowych i drogach.

 

Kiedyś mówilo się żadnych eksploatujących czynności w ciąży, żadnego biegania, roweru! Teraz raczej mówi się, że wszystko, co robiło się od zawsze, jest dozwolone. Jak to się sprawdziło?

Oczywiście, żaden lekarz nie wziął na siebie odpowiedzialności i nie powiedział mi wprost, że mogę jeździć na rowerze, jedynie dawano mi do zrozumienia, że jeżeli byłam aktywna, nie muszę z tego rezygnować. Lekarze zalecali mi basen i zajęcia z aktywnej ciąży, z czego regularnie korzystałam. Wspomniałam lekarzowi o mojej jeździe na rowerze, ale nie spotkało się to z przychylnym wzrokiem, więc tłumaczyłam się jak małe dziecko, że nie jeżdżę tak jak kiedyś, tylko rekreacyjnie i że bardzo uważam na siebie. Kiedyś była taka zasada, że kobieta nie powinna ,,uprawiać" żadnego sportu i najlepiej, żeby że wszystkiego zrezygnowała. Ale w dzisiejszych czasach bardzo się to zmieniło i kobiety nie rezygnują ze swojego stylu życia (jeżeli brałam czynny udział w zawodach, wiadomo, że będąc w ciąży, nie mogę tego robić).

 

Enduro mama - Sylwia Katana

 

W tej chwili, z małym dzieckiem, jest chyba dużo trudniej o aktywność sportową. Myślę o czasie. Jak to robisz, że udaje ci się być na rowerze.

Mam babcię, która mi pilnuje Małej, kiedy idę na rower. Ale bardzo wspiera mnie mój mąż, który bardzo chętnie zostaje z Kaliną. Staramy się też wspólnie jeździć na rowerze i wtedy raz on jedzie na górę, ja pilnuję dzidziusia, a raz na odwrót. Najlepszym wyjściem są dla nas bike parki. Jeździmy wymiennie. Planujemy tak, aby móc wspólnie spędzać jak najwięcej czasu z nasz córką. Największym problemem jest to, że ona strasznie nie lubi jeździć samochodem, a to wiąże się z wyprawami koło domu, na całe szczęście mieszkamy w pięknym miejscu i mamy blisko góry, ścieżki rowerowe, więc jest co robić.

 

Jesteś jedną z opiekunek Enduroprincesek. Opowiedz, jak to działa.

To grupa małych dziewczynek, które zarażamy naszą pasją, czyli jazdą na rowerze. Nie klub sportowy, tylko team (może w przyszłości się to zmieni) nastawiony na dobrą zabawę połączoną z elementami techniki jazdy na rowerze i bezpiecznego korzystania ze ścieżek rowerowych, których mamy u siebie pod dostatkiem, a nie każdy bezpiecznie potrafi z nich korzystać. Dążymy do tego, aby to zmienić. Wspólnie jeździmy na zawody, niekiedy dziewczynki biorą w nich udział, oczywiście tylko wtedy, gdy mają na to ochotę, a bywa z nimi różnie (śmiech).

 

Czyli Enduroprinceski ,,wymogły" na tobie tak szybki powrót do aktywności?

Absolutnie nie, nie miał kto na mnie wywrzeć szyb- kiego powrotu do aktywności, sama chciałam wrócić i to jak najszybciej. Nie jestem osobą, która lubi przesiadywać w domu, więc każdą wolną chwilę staram się zorganizować na świeżym powietrzu wspólnie z naszym maluchem. Dzięki temu dobrze czuję się fizycznie i psychicznie.

 

Jakie masz plany na zimą? Narty? A przyszły sezon?

Plany są, ale co z nich wyjdzie, o to już trzeba zapytać naszą córkę. Ona decyduje, do niej musimy się dostosowywać, a to bardzo szybko się zmienia. Mamy plany jak najwięcej spędzać czasu w górach – pieszo, na skiturach, jeżdżąc na desce, głównie poza trasami, razem z mężem. Ale tu już pojawia się problem, bo oboje będziemy czekać na pierwszy pow pow. Będziemy grać w papier, kamienie (śmiech), kto pierwszy zrobi pierwszą linię. A przyszły sezon? Zobaczymy, czy będę się ścigać, hm... Zobaczymy, co czas pokaże. Muszę podziękować Liv Polska i Enduro Trails za możliwość kontynuowania jazdy na rowerze, bo to oni udostępniali mi sprzęt. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będziemy kontynuować współpracę.

 

Przeczytaj również:

 

Motherbiker – Matka od jeżdżenia na rowerze

Wywiad: Alban Lakata

Trasy do wieczności - legendarne trasy enduro

Komentarze do artykułu