Wywiad – Alban Lakata

ALBAN LAKATA, pseudonim „Albanator” (w nawiązaniu do Terminatora, słynnej roli Arnolda Schwarzeneggera), aktualny mistrz świata, we wrześniu chce bronić tęczowej koszulki. Konkurencją martwi się w mniejszym stopniu niż Facebookiem.



Serdeczne powitanie, mocny uścisk dłoni. Później Alban Lakata zaprasza nas do swojego pięknego nowego domu, w którym z drewnianego tarasu można podziwiać widok na gigantyczne, szare ściany skalne Alp Gailtalskich. „Albanator” sprawia wrażenie zmęczonego. Wczoraj jechał Sella Ronda Hero, maraton, w którym w 2015 po raz drugi wywalczył mistrzostwo świata.  Tym razem uplasował się na miejscu piątym. Widać po Lakacie, że jest mocno rozczarowany. Pozostało już niewiele tygodni do obrony tęczowej koszulki, a sezon nie układa się po jego myśli. „Kawy?” - pyta gospodarz i włącza ekspres. Później skoncentrowany spokojnie odpowiada na pytania. Partnerka i syn są poza domem.

 

Alban Lakata


Duma Lakaty to medale z międzynarodowych zawodów.

 

BIKE: Krajobrazy, ścieżki i fanów pomińmy. Powiedz, w jaki sposób można odczuwać jazdę w maratonie czysto fizycznie?

ALBAN LAKATA: Och, to się już zaczyna w trakcie przygotowań. Potrzeba każdej dziesiętnej, by w sumie wyszedł jeden procent. Kiedy zabraknie tego jednego procenta, wyścig może być już stracony. Czołówka jeździ bardzo blisko siebie. Na linii startu wpatruję się w jeden punkt, nie zwracam uwagi na otoczenie, nie ponoszą mnie emocje. Później staram się we w miarę dobrym stanie przetrwać pierwsze pół godziny. Przeważnie jest to dla mnie męczarnia. Kiedy to przetrzymam, mam później wrażenie, że będzie już tylko lepiej.

Ale kiedyś staje się to masakrą, czy nie?

Kiedy nie wejdę w rytm, kiedy muszę walczyć, wtedy czuję ból, który przechodzi przez całe ciało. Wszystko boli. „Dawaj! Aż do zjazdu, dasz jeszcze radę!” - motywuję sam siebie i próbuję stłumić ból. Oczywiście, on jest zawsze, po prostu zawsze. Nawet w trakcie treningu. Z bólem trzeba się oswoić. To coś, do czego jako maratończyk muszę się przyzwyczaić. Ból może być brutalny. Ale wizualizuję sobie to uczucie, kiedy jako pierwszy przekraczam linię mety. Wtedy ból można znieść. Przemija.

 

Alban Lakata


Puchar z historycznego zwycięstwa w Leadville 100. Odkryty wagon towarowy ze sztucznymi nuggetsami, wraz z dwoma takimi samymi pucharami, ozdabia dziś jadalnię.

 

Dlaczego kolarze amatorzy dobrowolnie się temu poddają? I jeszcze płacą.

Już od dłuższego czasu się nad tym zastanawiam. Interesujące pytanie.  Bardzo często rozmawiam z kolarzami amatorami. To jest właśnie świetne w maratonie, że potrafią się zmierzyć zawodowiec z zawodowcem. Ale dlaczego robią tak normalni ludzie?  Wydawać pieniądze na opłaty startowe i sprzęt, by się katować? Myślę, że tu chodzi o coś więcej niż tylko zamiłowanie. Tu chodzi o pokazanie, że jest się w formie i że człowiek się nie starzeje. Bycie fit jest szalenie ważne, jest jedną z ważniejszych rzeczy w życiu. Dlatego wielu tym żyje. Niektórzy trenują nawet więcej niż ja. Jeden chce dojechać do mety, drugi poprawić czas z zeszłego roku. Osiągnięcie postawionego sobie celu jest ni- czym puchar.

W sektorze startowym można ujrzeć rozgrzewających się na rolce kolarzy amatorów. Wielu z nich ma obstawę. Amatorzy stają się coraz bardziej profesjonalni. Czy to niszczy charakter sportu czy go raczej buduje?

Zgadza się, wielu kolarzy podpatruje zawodowców. Obserwują nas na Stravie i na portalach społecznościowych, jak trenujemy, na czym jeździmy. Podpatrują tam wiele rzeczy. Czasami myślę, że jest tam wręcz za dużo informacji. Kolarz amator powinien mieć przede wszystkim radość z jazdy. To powinno stać na pierwszym miejscu. Ale zmieniło się. Wielu amatorów jest ekstremalnie ambitnych. Im nie wystarcza ukończyć wyścig. Chcą być coraz lepsi. A to nie jest dobre. Niektórym lepiej zrobiłby czas spędzony w gronie najbliższej rodziny.

 

Alban Lakata


Koszulki z MŚ wiszą oprawione w domowej siłowni.

 

Peleton zdominowany jest przez kategorie masterów. Czy sport ma problem z młodym pokoleniem?

Myślę, że ma to związek z mediami społecznościowymi. Widzę tutaj powiązania. Młodzi ludzie na podstawie tego, co jest teraz modne, wybierają sobie rodzaj sportu. Maratonowi w porównaniu z downhillem czy freestylem brakuje luzu. Tutaj się pocisz. Język czasami wisi ci aż do samych szprych. Młodzieży to nie interesuje. Maraton nie jest definitywnie tak bardzo cool jak cross country, gdzie ktoś zrobi wheelie lub gna po rock gardenie. Starsi nie dorastali z mediami społecznościowymi. Myślę, że uznali, że raczej powinno się myśleć o sobie. Oczywiście, uważają, że jak ktoś zrobi wheelie, jest super, ale nie identyfikują się z tym, ponieważ czują się związani ze sportem, jakim jest maraton. I temu są wierni.

Z jakiego powodu już od najmłodszych lat zacząłeś jeździć maraton?

Zawsze marzyłem o sukcesie i zawsze szukałem dziedziny, w której mógłbym osiągnąć największe sukcesy. Dorastałem w Lienz, góra mająca 1000 metrów wysokości nie budzi we mnie strachu. Pewnego dnia stwierdziłem, że maraton MTB jest moim sportem, ponieważ mam dobrą wydolność. Przedtem biegałem maratony i półprofesjonalnie grałem w piłkę siatkową. Zawsze marzyłem, żeby być zawodowym sportowcem. Z wykształcenia jestem konserwatorem kotłów, przez pewien czas pracowałem jako pracownik magazynowy, częściowo na zmiany. Pewnego dnia zdecydowałem, że postawię wszystko na jedną kartę. To było ryzykowne, ale udało się w 100%.

 

Alban Lakata


Życie w alpejskiej scenerii zahartowało nogi oraz psychikę Lakaty. „Góra mająca 1000 metrów wysokości nie budzi we mnie strachu” – mówi.

 

Czy w dzisiejszych czasach zachęcałbyś młodego człowieka, by został zawodowcem jeżdżącym maratony?

Ależ oczywiście! Ale nie z powodu pieniędzy.

W czołówce jest coraz wyższy poziom, a budżet sponsorski bywa ciężko wywalczony. Czy czujesz presję, jaka na tobie ciąży? W końcu żyjesz ze sportu, utrzymujesz swoją rodzinę.

Definitywnie jest presja. Przy czym dotąd jeszcze się nie bałem o swoją egzystencję. Oczywiście, ludzie pchają się do sportu, również ze strony branży nie jest łatwiej. Nie liczy się to, co się osiągnęło w przeszłości. Za każdym razem trzeba udowadniać swoją wartość od nowa.

 

Alban Lakata


W parku MTB w Lienz jeden ze zjazdów został nazwany imieniem maratonowego bohatera. Na otwarcie ścieżki Albana Lakaty przyjechał nawet sam Peter Sagan!

 

Jako trzykrotny zdobywca tęczowej koszulki zawsze jesteś stawiany w gronie faworytów. Jak duży niepokój towarzyszy ci w związku z tym, że we wrześniu może stracisz tęczowy trykot?

Nie określiłbym tego jako strach. Stało się to już dwa razy. Nie wiem, czy już kiedyś opowiedziałem tę historię. Kiedy po raz pierwszy zostałem mistrzem świata, było to dla mnie ekstremalnie ciężkie. Odczuwałem ogromną presję. Wszyscy patrzyli tylko na mnie. Każdy robił wszystko, by pokonać mistrza świata. Dlatego z pierwszego tytułu nie byłem się w stanie cieszyć. Kiedy zdobyłem drugi, było już lepiej, ale również nie byłem w stanie się z tego cieszyć. Trzy dni po MS były wypełnione sesjami zdjęciowymi i nagraniami video. Dopiero później czekało mnie małe świętowanie z bliskimi, kolejne wyścigi i budowa własnego domu. Etap radości i emocji automatycznie zniknął. W 2017 w końcu udało mi się to zrobić tak, jak powinno wyglądać. Wtedy na miejscu świętowałem razem z drużyną, a później od razu w domu z rodziną. Okazywanie wdzięczności jest dla mnie bardzo ważne. To, że się osiągnęło sukces, zawdzięcza się również całemu otoczeniu. Niestety, w poprzednich latach jakoś nie udało mi się mojej wdzięczności przekazać wszystkim. Jeżeli udałoby mi się to po raz czwarty, coś sobie zafunduję. Może motor do trialu? Już od dłuższego czasu o nim marzę.

 

Alban Lakata


Przysiady na niestabilnej piłce. W taki sposób trenuje się uda do maratońskich podjazdów.

 

Do tej pory sezon toczy się nie po twojej myśli.

Nie można być przez cały sezon w szczytowej formie. Na przykład zagadnienie masy ciała. Optymalizuję ją dopiero na MŚ. Chcę schudnąć jeszcze jeden kilogram, może półtora, to zagwarantuje mi decydujące przyspieszenie. Jeden kilogram mniej na wadze zapewni zysk jednej minuty na 1000 metrach przewyższenia, tak brzmi ogólna zasada. I oczywiście jest jeszcze wiele trybików, którymi operuję, jeżeli mam sięgnąć do swoich rezerw.

 

Alban Lakata


Zawodowiec i ojciec. Lakata wędruje między tymi światami. Dziecięce buciki z tęczowym paskiem były prezentem z okazji urodzin jego syna

 

Dlaczego w czołówce panuje tak wyrównany poziom?

Faktem jest, że młodzi kolarze mają dostęp do wiedzy, do której my, starsi, musieliśmy żmudnie, przez wiele lat nauki dochodzić. Metodyka treningu, odżywianie, taktyka i tak dalej. Za sprawą Internetu nie ma już prawie tajemnic. Myślę, że jest to jeden z głównych powodów.

Zastanawiasz się nad tym, czy wszyscy jeżdżą czysto?

Tak, oczywiście. To całkiem normalne, kiedy się tym tematem zajmujesz. Jestem częściej kontrolowany niż pozostali w peletonie maratonowym. Od dziesięciu lat jestem przypuszczalnie jednym z trzech maratończyków, którzy muszą robić tzw. „Where-abouts”. Jest to codzienne zgłaszanie kontrolerom UCI okienka czasowego, gdzie i kiedy można mnie spotkać. Definitywnie jest zbyt mało kontroli, by mieć absolutną pewność, że wszystko przebiega fair. W trakcie dużych wyścigów, jak np. Sella Ronda Hero, pierwsza trójka musiałaby być zawsze kontrolowana. Mimo to mam wrażenie, że w maratonie pracuje się fair i czysto. Dlatego mógłbym młodym zawodnikom śmiało powiedzieć - tak, spróbujcie. Można w czysty sposób zostać mistrzem świata w maratonie.  Jest to możliwe za sprawą ciężkiej pracy.

 

Alban Lakata


„Albanator” w trakcie treningu interwałowego w Alpach Gailtalskich (część Alp Wschodnich w Austrii).

 

Do młodych ludzi najlepiej dotrzeć przez media społecznościowe, tak powiedziałeś. Czasami ma się wrażenie, ze życie zawodowca składa się głównie z tweetów i zamieszczania postów.

W moim kontrakcie nie mam uzgodnień dotyczących tego, jak bardzo aktywny mam być w social mediach. Ale oczywiście jest się ocenianym na podstawie liczby obserwujących i polubień. Uważam, że nie jest to w porządku. To nie są prawdziwe wielkości. Wyniki na wyścigach powinny być ważne. W mediach społecznościowych umieszczam wymagane minimum, bo wiem, że tak należy. Ale wolałbym, żeby tego nie było. Myślę, że social media zmieniają nasze społeczeństwo. Nie chcę wymieniać nazwisk, ale kiedy widzę ludzi na Instagramie lub na Facebooku, jak się tam prezentują w tym surrealistycznym świecie, a później jacy są prywatnie, to są różni ludzie. Nikomu nie chcę mówić, jaki ma być w mediach społecznościowych. Ale ludzie powinni wiedzieć, że to nie jest prawdziwe. Mark Zuckerberg raz powiedział, że nie chciałby, żeby rozwój szedł w tym kierunku. Chciał połączyć ludzi, a właściwie dzieje się zupełnie inaczej. Wielu ludzi rezygnuje wręcz z kontaktów w realu. Powiem tak. Życie przed dziesięcioma laty nie było złe.

Martwisz się, że nie liczy się już wynik, tylko pozerstwo? Że firmy inwestują w blogerów zamiast wspierać sportowców?

Właśnie tak, szał liczby polubień wszystko zniekształca. Powinniśmy być oceniani wg naszych osiągnięć, a nie, w jaki sposób się sprzedajemy.

 

Alban Lakata


Wspólna praca w ogrodzie z synem

 

Jakie posty funkcjonują najlepiej?

Z moim synem. Przy czym zbyt osobistych rzeczy nie chcę ujawniać. Ale można zauważyć, że ludzie najbardziej lubią, jak pokazuje się coś prywatnego, intymnego. To najłatwiejsze. Dlatego robi to dużo ludzi, by generować zasięg i polubienia.

Czy jak zakończysz karierę, dalej będziesz jeździł maratony jako amator, wśród amatorów?

(Alban długo się zastanawia) Myślę, że tak, że dalej będę jeździł wyścigi. Ale takie, jakie będą dla mnie wyzwaniem. Może Race Across America lub Ironman, by podać dwa przykłady. Jestem typem lubiącym wyzwania i na to też pracuję. Pojechać Sella Ronda Hero z paroma kilogramami nadwagi? To mnie nie rajcuje. Potrzebuję napięcia i wyzwania. Dopiero to nadaje wszystkiemu sens.

 

 

 

Alban Lakata

 

ALBAN LAKATA (39 l.)

W latach młodości Alban Lakata próbował swoich sił jako siatkarz i biegacz maratonowy, zanim na początku lat 90. wybrał kolarstwo. Należy do najbardziej utytułowanych maratończyków, na swoim koncie ma trzy tytuły mistrza świata i dwa mistrza Europy. Legendarne było zwycięstwo Lakaty w hardkorowym maratonie Lead- ville 100 w Colorado, którego wcześniej nie wygrał żaden cudzoziemiec. Lakata z partnerką Anitą i synem Fabianem mieszka w Lienz (Austria). Jeździ w drużynie Topeak Faktory Racing.

 

 

Przeczytaj również:

 

Pod prąd - Giant Trance E+ SX

Motherbiker: Matka od jeżdżenia na rowerze

Windą na szczyt - szwajcarskie Valais

Komentarze do artykułu