Rowerowa dziewczyna to skarb…

Nie ma chyba kolarza, którego myśl o dziewczynie jeżdżącej na rowerze nie przyprawiałaby o mocniejsze bicie serca. Każdy lubujący się w rowerach mężczyzna marzy, by jego wybranka również je kochała. Wspólne wyjazdy, treningi, wycieczki, wschody i zachody z perspektywy siodełka, czy to nie brzmi dobrze?



Girl on a bike - rowerowa dziewczyna

Sobota rano, szykujesz się na całodniową jazdę po górach. Humor dopisuje tym bardziej, że jedziesz z „nią”, twoją rowerową dziewczyną. Pierwszy zgrzyt następuje, gdy okazuje się, że przecież trzeba przygotować jej rower. A tu po ostatnim wypadzie zapomniałeś, że dziura w oponie i trzeba dolać mleka, bo całe powietrze zeszło. Miałeś też sprawdzić klocki w hamulcach, ale jakoś nie było czasu. Jednak w sobotni ranek przed tripem nic nie jest w stanie wyprowadzić cię z równowagi. Ogarniasz więc szybko rower i kończysz pakowanie, gdy nagle… „Kochanie, czy możesz wziąć do swojego plecaka kilka moich rzeczy? Mój jest za mały” – słyszysz z sąsiedniego pokoju. Oczywiście, że możesz. W końcu jesteś silnym facetem.

 

 

Po chwili twój plecak zamiast standardowych trzech kilogramów waży prawie dziesięć, bo trzeba wziąć kurtki na zmianę, jedzenie, dwa razy więcej dętek i plastrów. Ale to przecież nieważne. W końcu jedziesz ze swoją dziewczyną w góry. Jedziecie więc sobie razem, widoki, ptaszki śpiewają. Wszystko pięknie, gdyby nie to, że… Twoja wybranka zaczyna ci odchodzić i po chwili już jej nie ma. Dlaczego? No tak, plecak, to było taktyczne posunięcie. Niestety, prawo plecaka działa też na zjazdach. W tym jednak przypadku zupełnie odwrotnie. Czekając dłuższą chwilę na końcu zjazdu, zdążysz przynajmniej uszczknąć nieco zapasów z plecaka, obniżając jego wagę. Mimo wszystko martwisz się, czy aby coś się jej nie stało. W końcu twoja wybranka dojeżdża, zadowolona, jak gdyby nigdy nic. Na kolejnych górkach sprawa wygląda podobnie. A przecież mieliście jeździć razem…

 

 

(N+1)X2

Jak wiadomo, liczba rowerów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania kolarza to „n+1”, a szpeju rowerowego „n” x liczba metrów kwadratowych powierzchni twojego mieszkania. Gdy pod jednym dachem mieszkają dwaj rowerowi zapaleńcy, liczby te niebezpiecznie się podwajają. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że w miejscu, gdzie do tej pory stały dwa rowery, trzeba będzie upchać cztery, a rowerowy szpej zajmować będzie każdy wolny kąt w mieszkaniu, jedna szafa nie pomieści już rowerowych ciuchów, a zimą dwa trenażery też ciężko ulokować.

 

 

Rowerowa dziewczyna a pyszne obiadki

Jeśli do tej pory byłeś przyzwyczajony, że po powrocie z treningu lub wyjazdu czeka na ciebie pyszny obiad, czym prędzej o tym zapomnij. Od teraz następuje wyraźny podział obowiązków i w zależności od tego, kto z was pierwszy po powrocie z treningu dopadnie drzwi łazienki, ten drugi w międzyczasie ogarnia obiad.

 

 

Rowerowa dziewczyna a wakacje i wolny czas

Weekend z kolegami? Zapomnij. Teraz, gdy twoja dziewczyna też jeździ, każdy weekend możecie spędzać razem. Podobnie z wakacjami i wszelkimi wolnymi od pracy dniami. Tylko ty, ona i wasze rowery. No, ewentualnie czasem jej rowerowe koleżanki.

 

 

 

A JAK JEST NAPRAWDĘ?

Jak to jest żyć z rowerową dziewczyną, zapytałam Michała Sadowskiego, partnera z 15‑letnim stażem w rowerowym związku.

 

 

Rowerowa dziewczyna ma to swoje „zady i walety”. Nie ma problemów z planowaniem, co będziemy robić i dokąd pojedziemy oraz kiedy brać urlop. Planują to za nas organizatorzy zawodów, wyznaczając daty dużych czy ważnych imprez. Teraz może jest trochę trudniej, bo mnogość imprez przerasta możliwości startowania i trzeba wybierać. Od strony logistyki sprawa wygląda nieco mniej zabawnie, bo wyjazd na wyścigi czy wakacje (czytaj: obóz treningowy) wygląda jak przeprowadzka cygańskiego taboru. Ilość rzeczy do zabrania często przerasta pojemność samochodu. Skutkuje to zakupem auta, do którego cały ten kram się zmieści. A to z kolei prowadzi do zabawnych sytuacji… Kiedyś zostaliśmy zapytani „dlaczego macie Emeriten Wagen”?

 

 

 

MIESZKANIE

Magazyn, wróć… pokój na rowery. Nie ma problemu z tym, że jest w domu takie miejsce, w którym na ścianie zamontowane są haki na 4 rowery, a dwie maszyny stoją czasem luzem. A to dopełnione trenażerem i wiatrakiem. Są raczej rozważania, co zrobić z kolejną porcją pucharów czy medali. I gdzie ewentualnie zmieści się kolejny rower, tudzież którego ewentualnie należy się pozbyć, żeby zwolnić miejsce na nowy.

 

 

 

KUCHNIA

Trenowanie zajmuje czas, więc na jakieś zaawansowane gotowanie go nie mamy. I chyba dobrze, bo w 30 minut można zrobić mnóstwo smacznych, czasem może nieco dziwnych czy zaskakujących dań. Jakkolwiek lubię gotować, to perspektywa spędzania czasu w kuchni, bo „trzeba obiad na niedzielę ugotować”, jest dla mnie nieakceptowalna. Przygotowanie bardziej złożonych potraw poszło w outsourcing (czytaj: wizyty u rodziców, znajomych czy w restauracji).

 

 

 

WYJAZDY

Dzięki trenowaniu kolarstwa mamy okazję zobaczyć wiele fajnych miejsc, do których ludzie jeżdżą na wakacje, ale z innej perspektywy. W czasie tygodniowego rowerowego wyjazdu na którąś ciepłą wyspę odwiedzamy więcej miejsc niż przeciętny wczasowicz w miesiąc. Kolejna zaleta jest taka, że można spotkać ciekawych ludzi, którzy też przyjechali potrenować i nie mają perspektywy wakacyjnej ograniczonej do hotelowego baru i basenów.

 

 

 

 Rowerowa dziewczyna. Anna Sadowska. i Michał Sadowski

 

 

 

SZAFA

Nie pamiętam, czy kiedykolwiek usłyszałem: „Kochanie, nie mam się w co ubrać!”. No, w każdym razie nie na rower czy na trening. Ilość ciuchów sportowych jest ogromna, a czasem można odnieść wrażenie, że one same się mnożą. Do tego kaski, buty, okulary, jakieś ochraniacze, rękawiczki, zbroje i kto wie, co jeszcze.

 

 

 

WYGLĄD

Jak już jesteśmy przy kasku. Ciężko od trenującej dziewczyny usłyszeć „bo mi się fryzura od kasku pogniecie” albo „przecież połamię sobie paznokcie”.

 

 

 

TRENINGI

Sporo treningów jeździmy razem. O ile jeszcze mam szansę nadążyć. Dawno temu jeździłem szybciej niż Ania, po jakimś czasie zaczęliśmy jeździć równo, aż doszło do „awansu” na pozycję „wagon”, czyli jadę za nią, bo na przód miernik mocy nie puszcza. A to motywuje do trenowania i poprawy swoich osiągów. Nasze wspólne trenowanie jest w sporym stopniu podporządkowane jej planom treningowym, a realizacja uwzględnia nasze indywidualne potrzeby i możliwości. Tam, gdzie możemy, jedziemy razem, tam, gdzie tempo zaczyna się różnić, trening staje się bardziej indywidualny. Wywiezienie pod górkę moich plus 15–20 kg w tym samym tempie co Ania oznaczałoby niechybne zarżnięcie się na pojedynczym podjeździe, więc każde z nas jeździ swoje.

 

 

 

ROZWÓJ UMIEJĘTNOŚCI

Trenowanie i mieszkanie z osobą trenującą rozwija wiele umiejętności. Można zostać masażystą, kucharzem, specjalistą od serwisu…

 

 

 

„PANIE PREMIERZE! JAK ŻYĆ?”

Dobrze wiem, że w moim przypadku osiągnięcie sensownego wyniku w zawodach jest mało realne, ilość czasu, który mogę poświecić na treningi, jest zbyt mała. Dobrze też wiem, że bez wsparcia trudno byłoby Ani znaleźć się w miejscu, w którym jest. Oboje to wiemy. To taki nasz wspólny sukces, który mnie cieszy.

 

 

Artykuł ukazał się w BIKE 3/2018. Jego elektroniczną wersję możecie obejrzeć TUTAJ.