Jak pokonywać długie dystanse na rowerze?

Zawsze robią wrażenie na innych. Szok, niedowierzanie, podziw, zwłaszcza jeśli taki dystans pokonuje dziewczyna. A przecież nie jest to wcale takie trudne. Każdy może podjąć się takiego wyzwania. Wystarczy trochę wytrzymałości, samozaparcia i odpowiedniego planowania...



 

Od kilku lat staram się raz na jakiś czas przekroczyć granicę własnego komfortu i wyruszam w dłuższą trasę. Jak to wygląda z mojej perspektywy? Jak pokonywać długie dystanse na rowerze?

 


NA GÓRALU TEŻ MOŻNA!


Przyznaję, że nie wyobrażam sobie już pokonywania całodobowych, asfaltowych tras na rowerze górskim. A przecież takie były początki mojej przygody z długimi dystansami. Pierwsze 200 km cieszyło ogromnie, zwłaszcza że od zawsze preferowałam jazdę po górskich, wymagających terenach. Piękne okolice i świetne podjazdy stanowiły dodatkową motywację. Z długimi dystansami jest zazwyczaj tak, że męczą, ale jednocześnie dają ogromną satysfakcję i niesamowicie uzależniają. Wycieczka w Karkonosze, aby przebyć łącznie ponad 250 km i zobaczyć wschód słońca na szczycie góry? Czemu nie! Samotne 250 km (w tym kilka godzin jazdy nocą) jako test odwagi? Jadę! Wymagająca pętla wokół Karkonoszy z obowiązkową wizytą na najtrudniejszych podjazdach? Świetne wyzwanie! Te szalone pomysły to tylko kilka z podjętych przeze mnie rowerowych wyzwań, a każde kolejne nakręcało mnie jeszcze bardziej. Czasami nie trzeba nawet odjeżdżać daleko od domu, wystarczy powtarzać pętlę lub jeden podjazd, aby zrobić niezły przebieg. Nudne? Być może. Ale czasem niezbędne. Tak było w przypadku samotnych 250 km, które wykręciłam podczas Rapha Festive 500 na trzech pętlach. Dzięki temu zimą nie musiałam zbytnio oddalać się od domu. Podobnie było podczas Everestingu, kiedy niemal przez całą dobę podjeżdżałam i zjeżdżałam z Przełęczy Karkonoskiej, aby wykręcić rekord przewyższeń.

 

 

NOWY WYMIAR JAZDY – SZOSA


W końcu przyszedł czas na zakup wymarzonej szosy, która idealnie nadaje się do pokonywania długich dystansów. Lekkość, mniejsze opory, węższe koła, od razu zwiększył się komfort jazdy oraz prędkość. Przekroczenie 300 km było więc już tylko kwestią czasu. Musiał jednak minąć ponad rok, zanim na dobre przyzwyczaiłam się do nowej pozycji. Bardzo pomocny okazał się bike fitting, który wyeliminował u mnie problemy bolesnych obtarć po kilkugodzinnej jeździe.

Do Jeleniej

Pierwsze 300 km to był totalny spontan! Bez specjalnego przygotowania wyruszyłam tuż po wschodzie słońca w stronę Jeleniej Góry, gdzie spotkałam się ze znajomymi. Parę batoników w tylnych kieszonkach koszulki, cienka wiatrówka i tyle. Nie zabrałam nawet żadnego oświetlenia, a na początku kwietnia dzień nie jest jeszcze zbyt długi… Na szczęście noga tego dnia podawała, pogoda była cudna i cały dystans udało się przejechać tuż przed zapadnięciem zmroku. Trasa była bardzo ciekawa, lekko górzysta pętla częściowo poprowadzona przez Czechy i Niemcy. Byłam pozytywnie zaskoczona, że z taką lekkością udało mi się przejechać tyle kilometrów. Zmęczenie nadeszło drugiego dnia, ale radość z ustanowienia nowego rekordu dała mi pozytywną energię.

Wrocław - Warszawa

Następne 350 km, tym razem z Wrocławia do Warszawy, już takie łatwe nie było. Przede wszystkim ze względu na brak snu i wyjazd od razu po pracy. Za dnia jechało się cudnie! Tempo było naprawdę przyzwoite i wydawało się, że dojedziemy do stolicy szybciej, niż zaplanowaliśmy. Tymczasem noc zweryfikowała plany… Dawno nie jeździłam po ciemku, a we wrześniu dni już są niestety dość krótkie. Tym razem byłam jednak lepiej przygotowana na taką trasę – zadbałam o dobre oświetlenie. Po 200 km i zapadnięciu zmroku nadeszły senność i chłód. Ucichły rozmowy. Każdy pogrążył się w myślach, skupiając na wąskiej smudze światła przed sobą. Trasa była dość monotonna, płaska, więc senność przyszła szybciej. Co jakiś czas postój na stacji i kawa na pobudzenie. Byle do świtu… A ten nastał, kiedy wjeżdżaliśmy już do Warszawy. O wschodzie słońca zajechaliśmy pod Pałac Kultury! Niby podobny dystans, a jednak byłam o wiele bardziej zmęczona. Przekonałam się tym razem, że nigdy nie należy lekceważyć dłuższych tras, nawet jeśli pozornie wydają się łatwe do pokonania.

 

 

500 PLUS W ROWEROWYM WYDANIU

Przyszedł czas na grubszy dystans – 500 km! Takie wyzwanie marzyło mi się od dawna. Kiedy więc koledzy zaproponowali wypad do Gdańska, nie wahałam się ani chwili. Na taką trasę trzeba się było porządnie przygotować. Wcześniej zamówiłam zwijaną sakwę podsiodłową oraz małą torebkę na ramę. Dość minimalistycznie, lecz nie za ciężko. Z tyłu spakowałam dętkę i dodatkowe warstwy ubrań. Do małej sakiewki upchnęłam telefon, powerbank, dodatkowe baterie do lampek i trochę słodyczy. Wyruszyliśmy tuż przed północą. Noc minęła zaskakująco szybko. Pierwsze promienie wschodzącego słońca dodały nowej energii i w jeszcze lepszym humorze pokonaliśmy kolejne 100 km. W ciągu dnia zaczęło się jednak robić gorąco. Zwiększyła się też liczba aut na drodze i momentami było dość nieprzyjemnie. Nie pomagał mocny wiatr prosto w twarz. Po ponad 300 km nadszedł kryzys. Wiatr rozkręcił się na dobre, wydłużył czas jazdy. Mieliśmy wątpliwości, czy dojedziemy na miejsce. Nadeszła kolejna długa i bardzo ciężka noc. Jechaliśmy przez opustoszałe miasta. Wszyscy milczeli. Odpaliłam energetyczną muzykę w słuchawkach, mając nadzieję, że choć trochę uchroni mnie przed coraz większą sennością. Momentami jechałam jak w transie. Nie chciałam nawet robić przerw na stacjach. Zbliżaliśmy się do celu. I wreszcie, po ponad 20 godzinach jazdy dotarliśmy do upragnionego znaku z napisem Gdańsk. Na liczniku 480 km, więc nie dałam za wygraną i pojechaliśmy zwiedzać miasto, żeby dokręcić pozostałe 20 km, choć już w trybie zombie. Przynajmniej udało się nam załapać na wschód słońca nad morzem, a mnie zalała fala szczęścia i dumy.

 

 

O CZYM WARTO PAMIĘTAĆ PLANUJĄC DŁUGIE TRASY?

 


SAKWY I TOREBKI NA ROWER


Na długie trasy świetnie nada się większa sakwa podsiodłowa oraz torebka na ramę, gdzie zmieścicie najpotrzebniejsze rzeczy. Można także rozważyć zakup torebki na kierownicę. Dobrze jest spakować się wcześniej przed wyjazdem, aby sprawdzić, czy uda się wszystko zabrać ze sobą. Na długie trasy należy zabrać więcej ubrań, bo noce i poranki mogą być chłodne, a pogoda nigdy nie jest do końca pewna. Nie zapomnijcie też o gotówce, bo nie wszędzie da się płacić kartą!

 


OŚWIETLENIE


Mocne i sprawdzone lampki są niezbędne, jeśli planujecie całonocną jazdę! Pamiętajcie też o dodatkowych bateriach, a nawet zapasowym oświetleniu. Bez światła nie będziecie mogli kontynuować jazdy nocą!

 

ELEKTRONIKA


Prócz telefonu i licznika weźcie powerbank. Garmin rozładowuje się po ok. 12–14 godzinach, a szkoda byłoby, gdyby trasa nie nagrała się w całości.

 

ODPOWIEDNIE PRZYGOTOWANIE


Dobra wytrzymałość to postawa. Warto wcześniej zrobić kilka dystansów powyżej 200 km, żeby przyczaić się do długich godzin spędzonych w siodle. Przy okazji lepiej poznać swój organizm.

 

ORGANIZACJA


Trasę zaplanować należy z co najmniej kilkudniowym wyprzedzeniem. Zgrać ślad do nawigacji, sprawdzić stan dróg, ustalić opcję powrotu lub plan B w razie niepowodzenia. Ze względów bezpieczeństwa lepiej ograniczyć się do mniej uczęszczanych, bocznych dróg. Warto uwzględnić przewyższenia! Warto też zorientować się, jak wygląda sprawa z zaopatrzeniem w jedzenie i picie. Nocą sklepy są zamknięte, a najbliższa stacja paliw może pojawić się dopiero za 40 km. Zawsze zakładajcie mniej optymistyczny scenariusz, czyli że będziecie jechać dłużej i wolniej, co pozwoli uniknąć niepotrzebnego stresu.

 

DOBRE TEMPO


Podczas długodystansowych wypadów trzeba umiejętnie rozłożyć siły, by nie spalić się za szybko. Jechać równym, odpowiednim tempem.

 

TOWARZYSTWO


W grupie zawsze jest bezpieczniej i weselej. Grupa motywuje też do ukończenia wyzwania. Można dawać sobie zmiany i zwiększyć tym samym tempo. Starannie jednak dobierajcie towarzyszy, by odpowiadała wam ich obecność oraz tempo. Kłótnie, marudzenie czy narzucanie innym zbyt mocnego tempa bardzo uprzykrzają jazdę.

 


POGODA


Niezwykle ważny czynnik, który może zadecydować o powodzeniu wyprawy. Dlatego cały czas należy kontrolować sytuację i sprawdzać prognozy.

 

 

Artykuł został opublikowany w numerze 10/2017 Magazynu Bike, wydanie elektroniczne TU