JAZDA ZACZYNA SIĘ PO SETCE…

Odkąd liczy się długi dystans? Powyżej 50 km, czy dopiero powyżej 100? A może długi to taki, który wymaga przerwy na obiad, drzemkę i zmianę ciuchów? Na przykład 1008 km Bałtyk – Bieszczady Tour. Czy to już przesada?



Jazda zaczyna się po setce? Przeciętny kolarz amator zaczyna postrzegać dystans jako długi po przekroczeniu setki na szosie. Góry i MTB są natomiast tak nieprzewidywalne, że nie sposób podać dystansu, który za taki można uznać. W górach pokonanie 50 kilometrów może zająć 5 godzin. Błoto, kamienie, przewyższenia, podejścia i zjazdy, gdzie nie wiadomo, czy pozostanie w siodle na pewno będzie szybsze od zejścia… Czy długi dystans musi być ciężki? Musi! Jeśli nie był, znaczy, że okazał się za krótki. Długi dystans to taki, do którego podchodzisz ambicjonalnie. Chcesz go ukończyć, a i tak zadajesz sobie pytanie: daleko jeszcze? To zawsze było i będzie wyzwaniem. Jeśli wychodząc na rower, przejeżdżasz zwykle 20 kilometrów, wyzwaniem będzie pokonanie pierwszej pięćdziesiątki. Jeśli ścigasz się na dystansie mega, dystans grand fondo może wydawać się nieosiągalny. Nie każdy kocha długie dystanse, nie każdy musi chcieć je pokonywać, ale jeśli masz w planie wydłużyć trasy, na których jeździsz, poznać nowe drogi oraz poczuć się fizycznie i mentalnie silniejszym, te parę linijek jest dla ciebie.

 

 

TOMEK JĘDRZEJEWSKI
Zwycięzca kultowego Strava Rapha Festive 500 2016 roku w Polsce.
Miłośnik długich dystansów. W ciągu 8 dni między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem przejechał 1140 km. Opowiada, co go w tym pociąga, co jest dla niego trudne, na czym się skupia i jakie są jego ulubione ciastka…

 

Od jakiego dystansu postrzegasz jazdę jako długą: 100, 150, powyżej 200?
Długi dystans zaczyna się u mnie od przekroczenia granicy czasowej zamiast kilometrowej. Ta granica to 5 godzin samej jazdy, w zależności od ukształtowania terenu przekłada się to u mnie na 130–160 km. Licząc wszelkie oczywiste czynności przed, po i w trakcie jazdy, dochodzą dwie, trzy godziny i robi się ich osiem, a to już cały dzień pracy.

 

Co Twoim zdaniem jest najistotniejszą różnicą między przejażdżką na średnim dystansie a pokonywaniem długiej trasy?
Uważam, że nie ma większej różnicy. Jeżeli ktoś regularnie kręci na średnim dystansie, to da sobie radę na dwukrotnie dłuższej trasie. Wystarczy mieć odrobinę więcej czasu i chęć poznania czegoś nowego. Ludzi, miejsc, ale także siebie, swoich granic.

 

Co jest dla ciebie najtrudniejsze? Czy to zawsze jest ta sama rzecz?
Swoje jazdy zaczynam i kończę głównie pod domem, więc najtrudniej jest kolejny raz jechać tymi samymi odcinkami. Całe szczęście z pomocą przychodzą pory roku i warunki pogodowe. Problemem podczas długich jazd jest również odpowiednie żywienie i nawadnianie, o których czasem po prostu zapominam.

 

Jak się przygotowujesz? Co zabierasz? Gdzie pakujesz rzeczy? Czy ustalasz trasę z góry, czy jedziesz połowę czasu, jaki masz, a potem starasz się wrócić?
Przygotowania ograniczam do sprawdzenia prognozy pogody i wyznaczenia celu jazdy. Najczęściej jest to jakiś podjazd, ładne miejsce lub po prostu dobra kawiarnia. Do tej pory wystarczyło mi pakowanie absolutnego minimum do kieszonek na plecach. Za sprawą kapitalnego PNT zacząłem myśleć o bikepackingu i tak podczas Festive 500 pierwszy jechałem z dużą torbą podsiodłową, ponieważ gdzieś trzeba było schować termos z ciepłą
herbatą. Jest to kierunek, w którym chciałbym się dalej rozwijać.

 

Łatwiej jest jechać samotnie czy w większej grupie?
Oczywiście, że lepiej jechać z kimś, zwłaszcza z kimś, kogo lubimy. Czas upływa wówczas przyjemniej, a i kawa smakuje lepiej. Jednak większość moich długich jazd to akty solowe, bo ciężko znaleźć kogoś, kto w środku zimy będzie chciał przejechać 240 kilometrów.

 

Jeśli zaplanowałeś długą jazdę, czy jest coś, co mogłoby pokrzyżować ci plany do tego stopnia, że odpuścisz przed końcem?
Zatrzymać mnie może jedynie awaria roweru lub kontuzja uniemożliwiająca dalszą jazdę. Jak do tej pory zdarzyło się to tylko raz, w dodatku z mojej winy. Miałem zaplanowane 500 km, ale zbliżając się do 300. kilometra, poczułem źle dobrane siodełko. Każdy ruch nogą wiązał się z potężnym bólem i musiałem zrezygnować.

 

Po co to robisz, co cię w tym kręci?
Jeżdżę, bo chcę odkryć i poznać miejsce, w którym żyję. Gdy kilka lat temu rozpoczynałem swoją przygodę z rowerem, zacząłem zauważać piękno swojej najbliższej okolicy. Wcześniej bym nie pomyślał, że droga do Gliwic czy Nysy może być taka ładna, a Jeseniki staną się moimi ulubionymi górami. Nie muszę jechać w Alpy czy na Teneryfę, by zachwycać się widokami. Przez kilka miesięcy ubiegłego roku jeździłem po przepięknych Peak District i Yorkshire, jednak największe wrażenie zrobiły na mnie Wzgórza Niemczańskie i Strzelińskie, w które pojechałem kilka tygodni po powrocie do Polski.

 

Ulubione ciastko?
Wszystkie. Ważne, żeby były z kremem.

 

 

DZIESIĘĆ PORAD NA SETKĘ!


NAJEDZ SIĘ.

Upewnij, że zjadłeś porządne śniadanie i masz coś na drogę. Bez paliwa silnik gaśnie! Jeśli masz możliwość, zjedz bogatą w węglowodany kolację dzień przed.


NIE ZACZYNAJ Z GRUBEJ RURY.

Zapomnij o tytułach King of the Mountains. Pamiętaj, ile masz do przejechania. To i tak będzie ciężkie. Jeśli zaczniesz zbyt szybko, twój organizm od razu „zje” to, czego będziesz potrzebował w ciągu całej jazdy.


UNIKAJ PRZEKRACZANIA progu beztlenowego.

Jeśli jedziesz sam, myśl o tym, czy umiałbyś odebrać telefon od szefa i przeprowadzić z nim rzeczową rozmowę bez zadyszki. Nie? Zwolnij.


JEDZ I PIJ w czasie jazdy.

Nie czekaj, aż usłyszysz burczenie w brzuchu. Jedz średnio co godzinę, pij nie rzadziej niż raz na 15 minut. Jeśli poczujesz głód lub pragnienie, nie ignoruj ich, zejdź z roweru, zjedz i napij się, dając sobie czas na odpoczynek.


MYŚL O CELU.

Jazda bez celu, kiedy jesteś zmęczony, może być demotywująca. Postaraj się, by celem nie był dystans sam w sobie, bo wtedy staniesz się niewolnikiem wyświetlacza swojego licznika. Kilometry same się „nabiją”, jeśli celem będzie konkretne miejsce lub trasa.


NUDNO?

Myśl o celach pośrednich: wioska z kolorowym przystankiem, sklep z automatem z colą, widok na jezioro, cokolwiek. Jedziesz w trasę po raz pierwszy? LiveView Google’a jest kopalnią celów pośrednich!


WYKORZYSTAJ MOC peletonu.

Chowaj się, oszczędzaj siły, poznawaj nowych ludzi, zabijaj nudę i monotonię samotnej jazdy. Jazda w grupie zwiększa twoje szanse na pokonanie zaplanowanego dystansu.


WEŹ ZE SOBĄ dętkę i niezbędne narzędzia.

Ubierz się odpowiednio do pogody. Nie testuj dopiero co kupionych ciuchów. Nowe spodenki czy rękawiczki po 150 kilometrach potrafią boleć bardziej niż wysłużone. Ich uroda zda się wtedy na nic.


MIEJ PRZY SOBIE telefon i jakieś grosze.

Pamiętaj, że nie każdy przejechał w życiu stówę. Jeśli nie powiedzie ci się za pierwszym razem, możesz do tego wrócić mądrzejszy o nowe doświadczenia.

Porady na podstawie GCN

 

FACEBOOK.COM/ANYABIKE

Artykuł po raz pierwszy ukazał się na łamach wydania Magazynu Bike 3/2017