Tremalzo – „przełęcz przełęczy”

45 000 uczestników celebrowało Festiwal BIKE nad Jeziorem Garda. Tymczasem absolutny przebój imprezy nie znajdował się nawet w oficjalnym programie. To czarna dziura usytuowana 1800 metrów nad Rivą. Jej nazwa jest tak zmitologizowana, że niemal unosi się w chmurach – Passo Tremalzo.



Są rzeczy ponadczasowe, jak piosenki Beatelsów. Ledwo wstało poranne słońce, a już pierwsi kolarze zdążają w kierunku wioski Pregásina.
Tak samo było w latach osiemdziesiątych, na długo zanim pionier wycieczek Elmar Moser nazwał Tremalzo „przełęczą przełęczy”.
Tak było w latach dziewięćdziesiątych, gdy tłumy w lajkrze pokryły brzegowe dróżki, by dotrzeć z Festiwalu Bike na owiany legendą szczyt z przewodnika Mosera. Nie dziwi więc, że jest tak i dziś.


Tym razem nad Jeziorem Garda tradycyjny początek sezonu celebrowało 45 000 rowerzystów. To rekord wszech czasów! Ramię w ramię. Rower przy rowerze. Pedałując pod górę ku Pregásinie, pierwszej stacji pośredniej w stronę Tremalzo. Młodzi, zdolni, na miękko uginających się freeride’owych bolidach. Wierni kołom 26 cali w stylu ery neonów, głodni podjazdów na twardych hardtailach z karbonu, podjazdowi debiutanci z elektrycznym wspomaganiem. Kolorowa karawana wędrująca przez zakręty ku górze. Gdy tylko zostanie pokonany pierwszy tunel, w organizmach następuje wyrzut testosteronu. Dziczeją, gdy tylko pojawia się możliwość wyprzedzania. Dopiero w Pregásinie, po jednym lub dwóch cappuccino, znów dochodzą do siebie. Jest tuż przed 11.00, gdy Michaela Toniatti nieustająco przemyka między zewnętrznym tarasem a kuchnią, w tę i z powrotem. Przez całą zimę drżała na myśl o tym dniu, początku festiwalu. Znawcy Jeziora Garda wiedzą… Tym, czym Camp 1 dla zdobywców Everestu, tym Hotel Panorama dla aspirantów Tremalzo. To ostatnia wyspa cywilizacji, zanim zbliży się do burzliwego szczytu. Pregásina przyczepiona jest niczym ptasie gniazdo na wysokości 600 metrów do skały. Z tarasu hotelu ma się najlepszy możliwy widok na przeciwległy masyw Monte Baldo. Widok ma taką moc, że wielu nie pokonuje już żadnego metra więcej pod górę. Nie są w stanie sobie wyobrazić, że będzie jeszcze lepiej. Panorama. Serpentyny. Ból mięśni.

 

 

 

Między Pregásiną a Passo Rocchetta znajduje się tablica upamiętniająca pierwszy test magazynu BIKE, który w 1989 roku położył fundament pod mit Tremalzo!

 

 

"Prawdziwy fan Lago nie idzie na kompromis. Zalicza klasyczną trasę Tremalzo bez skracającej podjazd podwózki, startując bezpośrednio z brzegu Lago w Rivie i osiąga punkt kulminacyjny we wznoszącym się na 1863 m n.p.m. tunelu Tremalzo wyłącznie za pomocą czystej siły mięśni. Tylko po takiej próbie może znów spać spokojnie. Dał radę."
Moser Bike Guide/Tremalzo Tour 4

 

 

Fabio Botturi (po lewej) walczy wraz ze swoim kolegą na podejściu do Passo Rocchetta. Wie, że męka się opłaca.

 

 

As enduro André Wagenknecht odpoczywa na Passo Nota.

 

 

Fabio Botturi potyka się częściej niż idzie. Wyścigowa koszulka przykleja się do ciała. Sekcja do górskiego siodła Passo Rocchetta znana jest jako wredny wypych. Równie zapierający dech w piersiach co podejście jest i widok. Botturi mówi, że tak właściwie to przyjechali na maraton. Ale wypad na jego ulubiony punkt widokowy był oczywiście obowiązkowy. „Bellissima” – szepcze, gdy wzrok ogarnia superwidok.

Jedziemy dalej niekończącą się drogą szutrową, która zmusza amortyzację do pracy, kiedyś linią graniczną między Włochami i Austrią. Obok biwakowej chatki Baita Segala, gdzie czekają napoje orzeźwiające, aż do Rifugio Alpini na Passo Nota, której gospodarz wpadł na piękny pomysł, by wjazd udekorować łuskami pocisków i wyrzutniami rakiet. Do kompletu dodał też stare działo, na którym przysiadł właśnie as enduro André Wagenknecht. Wraz z kolegami z Cube Action Team właśnie zjechali z Tremalzo.

„Wjechaliśmy samochodem” – przeprasza z zawstydzonym spojrzeniem, jakie mają dzieci, gdy złapie się je na podjadaniu. Co? Brzmi to jak hasło dla szefa teamu Clausa Wachsmanna. Co prawda to on zaplanował podwózkę w związku z sesją foto, jednak jako stary fan Tremalzo oczywiście wie, że coś takiego w normalnych okolicznościach nie uchodzi. Po raz pierwszy podjeżdżał przed 30 laty. „Stalowy góral. Bez mapy. Bez amortyzatora. Bez żeli” – opowiada, a w jego głosie słychać ciepły ton. „Na górze pochłonąłem cztery talerze makaronu. Niesamowite przeżycie. Dziś jeszcze czuję się wycieńczony”. Na jego ustach pojawia się lekki uśmiech. „Teraz trudno przeżyć podobną przygodę, dać sobie w kość. Z GPS‑em, e‑bikami i tymi wszystkimi bajerami high-end?” Ostatni czuły rzut oka na górę gór. I Wachsmann wraz z ekipą odjeżdża.

 

 

 

 

SZUTROWY STRUDEL WCIĄGA JEDNEGO ZA DRUGIM W STRZĘPKI CHMUR (CZŁOWIEK ZDAJE SIĘ ZNAJDOWAĆ WÓWCZAS NIEMAL W WARSTWIE OZONOWEJ), AŻ PRZED OCZAMI, W KOŃCU, OTWIERA SIĘ TUNEL NICZYM BŁYSZCZĄCA DZIURA W NIEBIE.

 

Legendarna droga Tremalzo zaczyna się tuż obok działa. Przy czym określenie droga brzmi dość banalnie i niegroźnie. Pierwsze metry przewijają się pod kołami błyskawicznie. Ale potem?! Szutrowa, coraz bardziej nierówna wstęga sprawia, że tętno rośnie, a płyty kamienne i rynny powstałe w wyniku erozji wymuszają szukanie równowagi. Przepaść tuż obok powoduje, że człowiek czuje się nieustannie lekko zmieszany. Nieprawdopodobne, że jeszcze niedawno mijały się tu motocykle i samochody, co, na szczęście, obecnie jest zabronione zabronione. Ciągła zmiana kierunków dosłownie wprowadza w trans. W lewo, w prawo, w lewo, w prawo. Szutrowy strudel wciąga jednego za drugim w strzępki chmur (człowiek zdaje się znajdować wówczas niemal w warstwie ozonowej), aż przed oczami, w końcu, otwiera się tunel niczym błyszcząca dziura w niebie.


„Człowiek czuje, że pedałował” – mówi Julia Grabow i szczęśliwa zsiada z siodła. Ma zaledwie 22 lata, ale szacuje, że była już na górze mniej więcej 30 razy. Wczoraj przyjechała do Rivy, jednak przed odwiedzinami festiwalu koniecznie chciała wjechać na Tremalzo.
„To prawdziwe MTB. I najlepsze… Podjazd jest od słonecznej strony, łatwo się pięknie opalić”. Potem patrzy zafascynowana w czarną, zimną dziurę niczym w paszczę potwora. Tak, jak patrzyli w nią bikerzy już w latach 80. I jak będą to robić kolejni, których trudno policzyć.

 

 

 

Bliskie szczytowi Rigugio Marco Faustini to stacja przystankowa dla wycieńczonych. Pies Blond wita bikerów serdecznym szczekaniem.

 

 

Julia Brabow osiągnęła punkt szczytowy. Przed odwiedzinami festiwalu zdobyła jeszcze Tremalzo. Wyprawa tam może oznaczać spotkanie z czterema porami roku.

 

 

 

Koledzy wystartowali latem, na górze zastała ich zima.

 

 

 

 

KLASYK TREMALZO

 

 

 

Trasa „Tremalzo 4” z Moser Bike Guide uchodzi za klasyka nad Jeziorem Garda. Startuje w Rivie i prowadzi przez Pregásinę, Passo Rocchetta i Passo Nota do tunelu Tremalzo położonego na wysokości 1863 m n.p.m. To spektakularna mieszanka ścieżek, szutru i odrobiny asfaltu. Zjazd z powrotem do Rivy prowadzi przez Lago di Ledro, fragmenty są dość trudne technicznie. Runda liczy 55 km i 2224 metry podjazdów. Zdecydowanie potrzebne są dobra kondycja i umiejętności techniczne.

 

Artykuł został opublikowany w numerze 8/2017 Magazynu BIKE, wersja elektroniczna TU

Komentarze do artykułu