Azory. Hawaje Atlantyku

Czy kiedy wyż z Azorów nie chce do nas przyjść, można po prostu polecieć tam, skąd pochodzi? Można. Lot trwa pięć godzin, a potem ląduje się na samotnej grupie wysp na środku Atlantyku. Pozostaje tylko pytanie, czy są tam ścieżki rowerowe?



Wszystko, co Julia, Maria i ja wiedziałyśmy na temat Azorów, czerpałyśmy z prognozy pogody. Wiedza na temat wyżu azorskiego także okazała się pomyłką.

Gdy wysiedliśmy z samolotu na najważniejszej wyspie Sao Miguel, w twarz zawiał nam świeży, słony wiatr znad Atlantyku. Niebo było szare, a piętrzące się w oddali góry błyszczały zielenią. Najwyraźniej na brak regularnego zraszania na wyspie się nie narzeka. Jak na koniec października wcale nie było zimno. Kurtkę mogłam schować w bagażu podręcznym.

Oczywiście nie byłyśmy całkowicie nieprzygotowane na tę przygodę. Z w sumie dziewięciu wulkanicznych wysp do jazdy na rowerze miały się nadawać szczególnie obie wschodnie, czyli Sao Miguel i Santa Maria. W sieci znaleźliśmy nawet firmy oferujące wyprawy i reklamujące raj enduro. Skontaktowaliśmy się z jedną z tych firm i dzięki temu na lotnisku czekali już na nas André i André, którzy chwycili nasze bagaże i zapakowali je do samochodu. Dlaczego, jak większość europejskich bikerów, nie zdecydowaliśmy się na położone na południu Kanary? – chciał wiedzieć pierwszy André na trasie do hotelu. „Bo chcemy przeżyć coś szczególnego” – wymknęło się Julii. Obu André sprawiło to wyraźną przyjemność. „I przeżyjecie, na pewno”.

 

Najdłuższy zjazd na Sao Miguel? Z Pico de Barrosa (947 m n.p.m.) do morza, z widokiem na Lagoa do Fogo.

 

Praia de Lobos na Santa Maria. Tu od lat surferzy czują się jak w domu. Ścieżki nad Atlantykiem niosą jednak równie wiele przyjemności.

 


Było jeszcze ciemno, gdy obaj przewodnicy odbierali nas kolejnego poranka. A jednak dokładnie w momencie, gdy osiągaliśmy wznoszący się na 947 metrów Pico da Barossa, słońce oświetliło pierwszymi promieniami horyzont na wschodzie. Rozpoczęła się gra kolorów. Delikatną zielonością błyszczało daleko w dole morze, białe piaski plaż otaczały wyspę niczym obramowanie. We wciąż jeszcze czarnym lesie pokazały się pierwsze kontury, potem przebijała się nieprawdopodobnie nasycona zieleń, mocno odcinająca się od lazuru nieba. Trudno się było napatrzeć…
„Nazywamy Azory Hawajami Atlantyku” – wyjaśnił André nr 2. „Wkrótce zobaczycie dlaczego…” Przewodnik machnął ręką kilku miejscowym endurowcom, którzy jeszcze przed pracą chcieli przejechać się najdłuższą ścieżką wyspy.

 

Wreszcie kolej na nas! Zostawiamy krater po lewej i jedziemy ścieżką wzdłuż grani. Długo mamy w zasięgu wzroku morze, ale potem trail wpada w gęstą roślinność. Tunel z korzeni i lian. Na początku przez gąszcz wciąż przebłyskuje niebo, później gęsta zieleń zasłania wszystko. Ścieżka staje się kolejką górską bez możliwości wysiadki. Opony wgryzają się w podłoże przypominające torf, z którego od czasu do czasu wynurzają się śliskie korzenie. Czasami człowiek zbliża się do bandy, a na jej końcu czai się drop. Ostatniego z trudem tylko udało mi się uniknąć. Nagle wjeżdżamy na otwartą łąkę i pełne hamowanie. Niemal przejechałam André nr 2 i Julię, którzy omijali właśnie jedną z azorskich krów. Na Sao Miguel żyje 200 000 krów. Na niemal każdego mieszkańca przypada jedna krowa. Niestety, krowy chętnie przemierzają też ścieżki wyspy, dlatego każdy biker powinien być stale gotowy do hamowania.

 

 

 

Gdy zatrzymujemy się w niewielkim porcie w Caloura, André nr 1 już na nas czeka. Wjeżdżamy raz jeszcze do połowy Pico da Barrosa. Na jednym z zakrętów szyld oznajmia początek ulubionej zjazdowej trasy. „Jeśli zjazd będzie zbyt trudny, trzymajcie się lewej strony. Macie tam chickenwaye” – wyjaśnia przewodnik. I nie raz skorzystałam z tej możliwości.
Następnie zjeżdżamy drogą do Ribiera Grande. Największe miasto na północnym wybrzeżu Sao Miguels ma 6400 mieszkańców. Długa, piaszczysta plaża tworzy wybrzeże, a na wodzie daje się zauważyć wiele czarnych punkcików. Surferzy! Trafiliśmy na ich ulubione miejsce. Jedziemy za André do tak zwanego Casa de Pasto. To bar, którego z zewnątrz nikt by o to nie podejrzewał. W środku jednak wszystkie miejsca są zajęte, a obsługa żongluje talerzami ze smakowicie pachnącym jedzeniem. Łapiemy ostatni wolny stolik i bez pytania dostajemy karafkę z czerwonym winem. André natychmiast zasłania ją dłonią: „Ostrożnie, ten alkohol za sprawą wysokich procentów nie może być wwożony do Unii. Pijemy go, mieszając z lemoniadą z marakui, Laranjada, inaczej dostaje się halucynacji”. Koktajl smakuje pysznie. Pasuje też genialnie do potrawy jednogarnkowej ze smażoną kałamarnicą. A na deser jest jeszcze ananas, wyjątkowo świeży. „Hawajski!” – dodaje André. „Jak będziecie chcieli, pokażę wam później szklarnie. Należą do mojego ojca”.

 

Po trzech dniach zmiana dekoracji. Wsiadamy do małego samolotu i lecimy na Santa Maria. To azorska wyspa najbardziej wysunięta na południe, nie jest też specjalnie wielka. Podczas gdy Sao Miguel ma jeszcze wielkość La Palmy, Santa Maria zaledwie Elby. Siadamy na zdecydowanie zbyt dużym pasie lotniska i stwierdzamy natychmiast, że klimat jest tu zdecydowanie cieplejszy i bardziej suchy. Niestety, topografia też bardziej płaska niż na Sao Miguel. Przejmują nas nowi przewodnicy. Zobaczywszy zwątpienie na naszych twarzach, uspokajają – „Tylko zachód jest tak płaski. Na wschodzie wyspy czekają góry wznoszące się na 600 metrów, z rewelacyjnymi ścieżkami”.

 

Rzut oka na Zatokę San Lorenzo (Santa Maria). Na dole czekają kolorowe bary.

 

 

 

Pico Alto (587 m n.p.m.) jest najwyższym wzniesieniem Santa Marii. Jej góry przebiegają z północy na południe. Często zaczepiają się o nie chmury. Dziś jednak mamy szczęście. Spod anten na szczycie można objąć wzrokiem całą wyspę. Od płaskiego zachodu aż po pagórkowaty wschód. Przewodnik Hugo wskazuje na zgrabne linie znikające pod nami, w dżungli. „Na Pico czeka na was siedem tras”. Pierwsza nazywa się Aeroplane Trail, startuje z Point Zero. W 1989 rozbił się na Pico, we mgle, Boeing 707. Wszyscy pasażerowie, 145 osób, zginęli. Mijamy tablicę pamiątkową, przypominającą tragiczne wydarzenie. Potem wjeżdżamy w ścieżkę przypominającą kolejkę górską, w otwartym terenie, aż znów wpadamy w dżunglę i flow, z całym szeregiem mniejszych i większych niespodzianek w kształcie korzeni, stopni, dropów i band. Od czasu do czasu uderzają mnie przy tym w twarz mniejsze liany i ciernie. W końcu jednak kolce stają się większe, na ostatnim odcinku ścieżka wije się wśród wąskiego szpaleru kaktusów.


W południe dojeżdżamy do zatoki Praia Formosa i do małego baru na Café Pingala – tak nazywa się tu espresso z kroplą mleka. „Santa Maria to świątynia festiwali muzycznych” – opowiada Hugo. John Lee Hooker miał tu być ostatnią atrakcją. Zza zakrętu wypada listonosz na motorowerze. Hugo pozdrawia go serdecznie i przedstawia nam człowieka w szarym uniformie – Nuno Aguiar aka Káká, miejscowy pionier DH. Przed kilkoma laty przeniósł się z Sao Miguel na Santa Maria i na podstawie starych map wojskowych wziął się za wyszukiwanie nowych tras. W ten sposób znalazł ścieżki na Pico Alto, które jednak były całkowicie zarośnięte. Z łopatą i grabiami uwolnił ścieżki. Odtąd jest to nie tylko wyspa muzyków i nurków, ale i bikerów. Niestety Nuno, z powodu pracy i rodziny, nie może już tak wiele czasu spędzać na rowerze, dlatego Hugo przejął opiekę nad trasami. Dba o to, by jeżdżono po nich regularnie. Szczególnie chętnie uczęszczane szlaki grodzi jednak czasami, by znów mogły się zregenerować. W końcu stoi przed nimi wielkie zadanie. To tu w 2018 ma się odbyć jeden z etapów Enduro World Series! Do tego czasu wszystko musi być w perfekcyjnym stanie.

Jeszcze kilkukrotnie wjeżdżamy na Pico, by jak najlepiej poznać miejscowe ścieżki, a wieczorem na luzie toczymy się do San Lorenzo. W kolorowo pomalowanym barze na plaży zamawiamy Cerveja de Pressao, lokalne piwo z beczki, i patrzymy na bijące w brzeg fale Atlantyku. Powinniśmy wrócić jak najszybciej, zanim ten rowerowy raj utraci ostatnią tajemnicę.

 

Zgadza się, Azory mają coś z Hawajów, ale też coś z Kanarów i Szkocji.

 

 

INFORMACJE AZORY

 

REGION Azory to portugalska grupa wysp na Atlantyku, oddalona o 1369 kilometrów od kontynentu europejskiego. Geograficznie dziewięć zamieszkanych wysp podzielono na trzy części: Santa Maria i Sao Miguel tworzą grupę wschodnią, Terceira, Graciosa, Pico i Sao Jorga grupę centralną, a Flores i Corvo zachodnią. Pico, szczyt o wysokości 2351 m n.p.m., na wyspie o tej samej nazwie to jednocześnie najwyższa góra Portugalii. Najlepszą infrastrukturę do jazdy oferują jednak Sao Miguel i Santa Maria. Tu znajdziemy sklepy rowerowe, transport rowerów i przewodników.

 

TRANSPORT Z Polski najwygodniej będzie dostać się na miejsce z przesiadką w Niemczech, skąd latają bezpośrednio linie SATA International Airlines. Ceny wahają się od 1400 do 2600 złotych. SATA International Airlines, po uprzednim poinformowaniu, oprócz normalnego bagażu (23 kg) zabiera rowery bezpłatnie. Czas lotu to ok. 4,5 godziny. Z Sao Miguel na Santa Maria praktycznie codziennie latają tanie linie wyspiarskie SATA Air Acores. Nie ma problemu z zabraniem roweru. Czas lotu na Santa Maria wynosi 15 minut.

 


TERMINY W przeciwieństwie do położonych dalej o 1500 km na południowy wschód Kanarów Azory nie znajdują się pod wpływem północno‑wschodniego pasatu. Tu wiatry wieją ze wszystkich kierunków i w każdej chwili mogą przynieść ze sobą wilgoć. Padać może każdego dnia. Klimat oceaniczno‑subtropikalny zapewnia w sierpniu maksymalnie 26, a w styczniu łagodne 11–16 stopni. Idealne miesiące do jazdy na rowerze to maj, czerwiec, wrzesień i październik, bo wówczas wilgotność jest najmniejsza, a temperatury wynoszą 22–24 stopnie. Słynny wyż znad Azorów naprawdę się tutaj tworzy. Razem ze swoim przeciwieństwem, niżem znad Islandii, wpływają na pogodę w Europie Środkowej.

 

TRASY ROWEROWE Znaleźć trasy na własną rękę jest raczej trudno. Azores Adventure Islands Tour organizuje kompletną wyprawę po obu wyspach, włącznie z lotem, transferami do hotelu, przewodnikami i rowerami (Haibike). Można zamówić program na np. 5 dni na Sao Miguel i 2 dni na Santa Maria. Przewodnicy na obu wyspach to bardzo dobrzy endurowcy, ale organizują też inne przygody, takie jak canyonig, surfing czy pływanie na desce w Lagoa Azul (jezioro w kraterze). Info: azoresadventureislands.com, smatur.pt


SKLEPY ROWEROWE Dostępne są na Sao Miguel i Santa Maria, ale nietypowe części należy przywieźć ze sobą. Dostawa komponentów na Azory może trwać dwa tygodnie.

 

NOCLEGI Większość miejsc znajduje się w głównych miejscowościach wysp. Na wyspie Sao Miguel najlepiej wybrać nocleg w Punta Delgada. Stąd można dotrzeć do trzech rowerowych regionów na wschodzie, w centrum i na zachodzie w maksymalnym czasie 45 minut jazdy busem. Dostępne są klasyczne hotele portugalskie, ale też małe, przyjemne noclegi Bed&Breakfast, jak i hotele butikowe.


Na Santa Maria znajduje się nowoczesne schronisko młodzieżowe w Vila do Porto (ok. 13 euro nocleg) z Infinity Pool. Info za pośrednictwem hihostels.com. Inna opcja to butikowy hotel Charming Blue Casa dos Monteiros w Vila do Porto (od 40 euro za osobę), info charmingblue.com.

 

 


CO WARTO ZROBIĆ?
» Odwiedzić jedyną plantację herbaty w Europie. Na północnym wybrzeżu Sao Miguel można zwiedzić plantację Gorreana i spróbować tam herbaty, gorreana.com.
» Wykąpać się w gorących wodach Poca da Doba Beija w Furnas (Sao Miguel), pocadadonabeija.com.
» Na Santa Maria w Central Pun w Vila de Porto po ostatnim trailu napić się piwa i skonsumować pizzę oraz burgera w towarzystwie miejscowych, centralpub.co.comunidades.net.

 

IMPREZY ROWEROWE
Festiwal enduro Faial da Terra: bikesafaritour.com

Azores Challenge MTB: azoreschallengemtb.com

Ogólne informacje: azoren‑online.com

 

 

Artykuł ukazał się w numerze 4/2017 Magazynu BIKE, wydanie elektroniczne dostępne jest TU

 

 

 

Komentarze do artykułu