W krainie superzakrętów

Łączka freeriderów, trailowa Mekka, przedmiot tęsknoty… Żadne inne miejsce na świecie nie jest otoczone podobną czcią fanów MTB co Northshore w Kanadzie. Nie pozostało nam nic innego, jak je odwiedzić.



Hamulce piszczą. Uff, miałem szczęście, udało mi się zatrzymać. Mała, przyjemna leśna ścieżka zmieniła się nagle w drewnianą, monstrualną kolejkę górską, kończącą się bez uprzedzenia ostrym zakrętem w powietrzu. Niczym zepsute zęby szczerzą się do mnie krzywo nabite, mokre i pokryte mchem drewniane belki.

W przypadku Stephena wyglądało to łatwo – puszczenie hamulców, lekkie skręcenie roweru i kilka metrów niżej miękkie lądowanie. „Welcome to the Shore!” – zawołał z dołu, podczas gdy ja mozolnie sprowadzałem rower, omijając wredne miejsce. Miejsce, gdzie freeride miał swój początek. Sławny za sprawą niezliczonych zdjęć i filmów, na których mountainbikerzy, którzy stali się legendami, doprowadzają rowery do granic fizycznych możliwości. Plac zabaw dla pionierów ekstremalnego jeżdżenia w rzeczywistości robi jeszcze większe wrażenie, niż byłem sobie w stanie wyobrazić. Stephen się uśmiecha. Jest jednym z tutejszych najbardziej utalentowanych bikerów i w przeciwieństwie do mnie porusza się po ścieżkach niczym kot.

 

Określenie „Northshore” geograficznie oznacza nadbrzeżny region Coast Mountain w pobliżu Vancouver na zachodnim wybrzeżu Kanady. Dla kolarzy górskich Northshore to historyczny, niekończący się system ścieżek w górach Cypress Mountain, Mount Fromme i Mount Seymour.

 

Tam, gdzie dziś legendarne trasy o wybrzmiewających nazwach, jak The Skull, Ladies Only czy Expresso, są dobrze oznakowane i opisane stopniami trudności, teoretycznie do przejechania dla każdego, przed ćwierćwieczem kilku młodziaków zaczęło próbować, co jest możliwe poza utartymi ścieżkami. Przy okazji wynaleźli coś, co łączyło ich wszystkich, a czego na rowerze normalnie się unika – śliskie, wąskie, drewniane i wysoko zawieszone kładki, na których balansuje się i z których trzeba zeskoczyć, bo po prostu gdzieś się kończą. Te znane z Northshore konstrukcje stanowią dziś podstawowy element próby odwagi w każdym bike parku. W ciemnych lasach Kolumbii Brytyjskiej na początku lat 90. dropowano, skakano i wycinano trasy tak intensywnie, że dochodzono do granic możliwości ludzi i sprzętu.

Równocześnie powstawało coraz więcej lokalnych firm rowerowych. Poziom jeżdżących i ich liczba rosły nieprzerwanie. Na stromych zboczach gór powstawały coraz bardziej skomplikowane konstrukcje z gliny, drewna i kamienia. Celem było stworzenie trudności technicznych, a następnie możliwie eleganckie ich pokonanie. Narodziła się nowa dyscyplina kolarstwa górskiego – freeride. Równoległe powstała też nowa forma kształtowania krajobrazu – budowanie ścieżek dla kolarstwa górskiego.

 

 

Tak właściwie to byłem umówiony z Wadem Simonsem. Chciałem sprawdzić, jak żyje „Godfather of Freeride”. Po krótkich odwiedzinach w jego domu na osiedlu w Lynn Valley byliśmy w drodze do sklepu rowerowego, gdy przypadkowo trafiliśmy na jednego z pionierów traili Northshore Todda „Diggera” Fiandera. Podobnie jak Wade także Digger za swoje zasługi dla MTB został przyjęty do Mountainbike Hall of Fame. Nie sprawia jednak wrażenia celebryty. W oberwanych, oblepionych gliną ciuchach zbierał narzędzia z podłogi przestrzeni bagażowej swojego pick-upa. Sprawiał wrażenie zmęczonego. Dowiedzieliśmy się, że wrócił właśnie z prac naprawczych na Ladies Only. Od tygodni zajmował się znów tą trasą, a jego uszkodzone kolano bardzo go przy tym bolało. Najwyraźniej jednak się opłaciło – Ladies Only została w całości zrekonstruowana! Todd uśmiecha się szelmowsko. Co przy tym najlepsze, dziś, po ponad 25 latach, całkiem oficjalnie za swoją pracę dostał pieniądze od stowarzyszenia MTB NSMBA.
Ladies Only to jedna z najbardziej znanych i najstarszych tras na Northshore, coś na kształt jego wizytówki. Może to potwierdzić Wade, podkreślając przy tym, że nie należy dać zwieść się nazwie, bo ta trasa to bestia i na wielu fragmentach nie zachowuje się, jak na damę przystało.

 

Niestety, Wade nie ma dziś czasu na ścieżki, musi się jeszcze spakować. Rano jedzie z żoną do Chilcotins na dwudniową wycieczkę kampingowo-rowerową. Jest podekscytowany, bo to pierwszy raz, gdy jego dzieci będą nocować u dziadków. Czas ma za to Andreas „Dre” Hestler, kolega Wade’a i także jeden z pionierów kolarstwa górskiego. Zaczynał od ścigania, dziś więc, po zakończeniu uwieńczonej sukcesami kariery, jest mózgiem znanego na świecie BC Bike Race – etapówki po najlepszych ścieżkach Kolumbii Brytyjskiej. Hestler po prostu zestawił wszystko, co mu sprawia przyjemność w jeździe na rowerze. Powstała z tego impreza, która rok po roku, błyskawicznie się rozwija. Andreas koniecznie chce nam pokazać nową ścieżkę wspinającą się na Mount Fromme, gotową zaledwie od tygodnia. To najlepszy przykład tego, co stworzył rowerowy duch na Northshore.

 

Na trasie do Trailhead, punktu wyjściowego, parkingu i miejsca spotkań miejscowych bikerów, zaglądamy do Rocky Mountain Bicycles. Firma funkcjonuje w Northshore od 33 lat. Rocky to jedna z firm, które stworzyły freeride. Wraz z Wadem Simmonsem, Richiem Schleyem i Brettem Tippie wzięła pod swoje skrzydła najbardziej postępową bandę kolarzy. Jako „Froriders” zatroszczyli się o popularność dzikich trików. Przy okazji byli zaangażowani w tworzenie rowerów mogących sprostać rosnącym wymaganiom. Także dziś informacja zwrotna od jeżdżących jest istotna. W ten sposób na nasz wypad na „Shore” dostaliśmy do dyspozycji kilka prawdziwych kanadyjskich rowerów ścieżkowych. Po chwili wjechaliśmy w imponujący iglasty las. Najpierw szutrem, ale wkrótce skręciliśmy w nową ścieżkę, jednokierunkową i przeznaczoną tylko do jazdy pod górę, wykopaną zgodnie z wszystkimi regułami i pokonującą 600 metrów przewyższenia. Dre znów i znów wskazuje na perfekcyjną powierzchnię nawierzchni i sygnalizuje, że to znak najwyższego kunsztu budowniczych. Co prawda w tej chwili nie pada, ale trzeba pamiętać, że poruszamy się w regionie wyjątkowo obfitującym w opady i podobne trasy muszą wytrzymać płynące strumienie wody. Trik polega na tym, żeby wygrzebać leżącą trochę głębiej warstwę żwiru i użyć jej jako warstwy wierzchniej. To wprawdzie wiele pracy, ale jest ona absolutnie konieczna. Zachwycam się przebiegiem trasy, która już po paru metrach zapewnia prawdziwy flow pod górę. W przeciwieństwie do normalnych tras pieszych nie pomyślano jej tak, by maksymalnie szybko zdobywać metry wysokości, tylko przemyślnie połączono fragmenty płaskie i krótkie strome, by utrzymać pęd jadących. Serpentyny mają dużą średnicę, a tam, gdzie to konieczne, uformowano duże bandy, tak, że ma się uczucie jeszcze większego przyspieszenia. Nigdy nie ma się wrażenia, że budowniczowie chcieli jak najszybciej wywindować jadących ku górze, by zaoszczędzić sobie roboty. Tam, gdzie to możliwe, zintegrowano przeszkody, skały lub korzenie tak zmyślnie, że przyjemność z jazdy jeszcze wzrasta.

 

Kolejny ranek. Jesteśmy w Deep Cove, idyllicznym kurorcie w Nord Vancouver. Tu mieszka jeszcze jedna legenda. Brett Tippie to prawdziwy zjawisko, pod względem tego, jak się zachowuje i jak mówi. Z olbrzymiej, stale uśmiechniętej gęby w niekończącym się potoku płyną stare i nowe kawały. Tippie sam się z nich śmieje. Na jego wizytówce widnieje stanowisko „Director of Good Times”, ucieleśnia Tippiego aż do najdrobniejszego włókna jego ciała, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Jako jeden z pionierów MTB wciąż jest w stanie tę energię i pierwotną moc przekształcić w motywację. Trudno znaleźć kogoś, kogo równie łatwo jest wyciągnąć na rundę po ścieżkach. Co prawda Tippie zaledwie kilka godzin wcześniej wrócił z wyczerpującej sesji zdjęciowej i pół nocy spędził w samochodzie, mimo tego od razu zabiera mnie na małą pętlę za swoim domem. Chce mi koniecznie pokazać Rock Slab, dużą skałę ze stromym zjazdem, czyli jego „firmowy trik”, która prawdopodobnie widniała już w każdym magazynie na świecie. Oczywiście ja także znam to zdjęcie, ale nie przypuszczałem, że skała kryje się w niewielkim lasku zaledwie kilkaset metrów od jego domu, a nie gdzieś w najgłębszej dziczy. Tippie jest z tego bardzo zadowolony. Opowiada, że to nie on zbudował tę trasę, ale dzieciaki z sąsiedztwa, które później same nigdy jej nie przejechały. Nic dziwnego… To, co wyrosło przede mną, nawet jak na kanadyjskie warunki jest prawdziwą próbą odwagi. Dla Tippiego ten zjazd w międzyczasie stał się rutyną i właściwie mógłby go przejechać raz jeszcze na swoim trailowym twentyninerze. Zanim czemukolwiek jestem w stanie się przeciwstawić, Tippie mknie już w dół po skalnej ścianie i przemyka obok mnie z szerokim uśmiechem na ustach.

 

Tuż obok, w Coquitlam, mieszka Ryan Berrecloth. Kolejny wielki fan trików jeżących włosy na głowie. Sprawił, że Northshore stało się prawdziwą kuźnią prób odwagi. Na kolejny swój zjazd w lesie potrzebował pół roku prób. Jest tak spektakularny, że został mu poświęcony fragment filmu „Builder”. To fragment ścieżki o długości zaledwie kilkuset metrów, ale za to naszpikowany radykalnymi skokami i dropami. Finalny skok ma 10 metrów. Nawet wśród zawodowców niewielu jest w stanie przejechać trasę. I jednocześnie ścieżka doskonale ucieleśnia to, co sprawia, że duch Północnego Wybrzeża Vancouver jest tak wyjątkowy – przyjemność z jazdy i radość z tego, by zrobić coś nowego, wymagającego, nigdy wcześniej niespotykanego. Jazda na góralu stała się tu przez lata dobrem kultury.

Zauważa się to, gdy po jeździe dociera się na parking. Stoją obok siebie aktywni zawodowcy, weekendowi jeźdźcy i turyści, tacy z puszką piwa w ręku, i wszyscy po prostu się rozumieją. Niektórzy są być może bardziej sławni, inny jeżdżą szybciej albo latają dalej. Ale duch jest dokładnie ten sam we wszystkich, czyli przyjemność z jazdy. A tego od dawna jest tu pod dostatkiem.

 

Info Northshore

Region

Określenie Northshore oznacza region wokół Vancouver na zachodnim wybrzeżu Kanady. W połączeniu z rowerem górskim ma się tu na myśli trzy góry: Cypress Mountain, Mount Fromme i Mount Seymour, pokryte siecią ścieżek. Wyciągów nie ma. Kopie się samemu. Sklepy rowerowe oferują też podwózkę do ścieżek.

Dojazd

Do Vancouver można dolecieć wszystkimi dużymi liniami lotniczymi. Koszty transportu rowerów są różne. Zdecydowanie jednak polecamy zabranie własnego roweru, a nie wynajmowanie go na miejscu.

Ścieżki

Ścieżki na Northshore są częściowo oznakowane. W sklepach rowerowych dostępne są poglądowe mapki. Adres w sieci godny polecenia: nsmb.com

 

 

Brett Tippie

Pionier freeride’u i współzałożyciel „Froriderów”. To bohater rowerowego kina akcji, tyle że z krwi i kości. „Dyrektor Dobrego Humoru”. Nie zawsze tak było. Po wspaniałej karierze w FR wsiąkł w uzależnienie od narkotyków, z którego był jednak w stanie się uwolnić. Dziś, z żoną Sarą Fenton-Tippie i dwiema córkami, mieszka w spokojnej miejscowości Deep Cove.

 

 

Miękka fala to określenie, które w „Northshore” odnosi się do skręcających kark konstrukcji z drewna. Większość tras wije się jednak łagodnie przez lasy.

 

 

Wade Simmons

Legenda freeride’u. „Godfather” jest ojcem dwójki dzieci i mieszka dwie minuty drogi od najlepszych tras w małej osadzie North Vancouver. W jego garażu znajdują się maszyny zbierane przez ćwierćwiecze historii MTB. Niewtajemniczeni zapewne tylko wzruszą ramionami, ale fanom MTB zaświecą się oczy.

 

 

Ścieżki Northshore każdego bikera wyprowadzą z równowagi. Ale bez paniki, niemal każdy zakręt opatrzony jest bandą.

 

 

Andreas „Dre” Hestler, organizator BC Bike Race

Wygrał Bike Transalp i startował na igrzyskach. Stworzył kultową imprezę BC Bike Race. 625 miejsc startowych wyprzedawane jest na pniu.

 

 

Ryan Berrecloth

Zawodnik freeride’owy.  Starszy brat gwiazdy slopestyle’u Darrena nazywany jest „Big Bear”. Z żoną i dwójką dzieci mieszka u stóp Bourk Mountains. Odkąd się tam przeniósł, jakość okolicznych ścieżek stale wzrasta. Roboty w lesie sprawiają, że rośnie też pragnienie. Ryan otworzył więc mały bar piwny w garażu i częstuje gości świeżym kanadyjskim piwem z beczki Craft Bier. 

 

 

 

Droga prowadzi bezpośrednio do raju, czyli następnej ścieżki. Autor Jan Sallawitz (po lewej) jedzie za miejscowymi, z mieszanką oczekiwania i lęku w sercu.

 

 

Komentarze do artykułu