Trek Fuel EX - As wszystkich tras

Wrocławskie górki dla zapracowanych

O tym, że Wrocław jest płaski jak stół, wie chyba każde dziecko po pierwszych lekcjach geografii. Brak naturalnych wzniesień w granicach miasta jest jednak zaledwie teoretycznym ograniczeniem w uprawianiu kolarstwa górskiego, bo w końcu na południe od stolicy Dolnego Śląska znajduje się chociażby Masyw Ślęży oraz Srebrna Góra – Strefa MTB, a w samym mieście dwie górki...



Ślęża i Srebrna Góra są idealnym miejscem dla miłośników MTB, za to na północ od Wrocławia ciągną się Kocie Góry, czyli Wzgórza Trzebnickie, mekka lokalnych szosowców z masą „hopek”, skąd mało kto wraca z mniejszą sumą przewyższeń niż 500 metrów. Burzliwa historia miasta była jednak na tyle łaskawa, że i w samym centrum pozostawiła miejsca wznoszące się ponad płaszczyznę. Oto dwa z nich, najbardziej znaczące dla lokalnego MTB.

 

Wzgórze Kilimandżaro

Wrocław nie ma w swoim obszarze naturalnych gór. Istniejące zostały sztucznie utworzone i nie inaczej jest w przypadku Wzgórza Kilimandżaro. Sto lat temu były tu po prostu pola i lasy. Nie było Odry przepływającej kanałami Żeglugowym i Powodziowym, które ukończono w 1917 roku. Tak zwana Wielka Wyspa jeszcze nie istniała, istniało natomiast rozlewisko starej Odry i jej odnogi, Czarnej Wody, Schwarzwasser, z której wydzielono kąpielisko Morskie Oko, wówczas Leerbeutel See. Od tej drugiej nazwy wzięła się nazwa wzgórza, Leerbeutelberg, które usypano z nadmiaru ziemi wykopywanej pod koryta kanałów i wykorzystywanej do budowy wałów przeciwpowodziowych, czyli zrobiono to, co zwykle w Breslau robiono, jeśli ziemi okazało się zbyt wiele. W podobny sposób i z podobnych przyczyn powstały wzgórza wzdłuż nasypu kolejowego, w tym popularna Mała Sobótka, niegdyś „Kinder Zobten”, a dziś bardziej znana jako Górka Skarbowców.

 

Wzgórze Kilimandżaro nie jest specjalnie wysokie, to ledwie 127 m n.p.m., wysokość względna to około 20 metrów. Do drugiej wojny światowej pełniło rolę stoku narciarskiego i saneczkarskiego, w czasie wojny postawiono na nim żelbetowy bunkier, który wojska radzieckie wysadziły jeszcze w 1945 roku. We względnej ruinie trwał do lat 60., kiedy to Wzgórze wybrano na plener dla filmu „Pamiętnik znaleziony w Saragossie” i na jego stokach postawiono makiety hiszpańskiego miasta oraz kamienne schody, które przetrwały do dziś. Ruiny bunkra przysypano, dokładając kilka metrów wysokości do wzniesienia. Przez kolejne lata, aż do początku lat 90., teren zaadaptowano na tor motocrossowy, a potem... Potem to już historia pisana przez kolarstwo górskie, które w tym czasie przeżywało boom.

Dziś teren Kilimandżaro jest mocno zadrzewiony. Ze szczytu nie widać już okolicy, wiele tras, które istniały dziesięć lat temu, dziś jest nieprzejezdna. Północny stok, jako bardziej stromy i przez lata nieregulowany, był miejscem kilku spektakularnych hopek i miejscem spotkań lokalnych zjazdowców. Dziś downhill przeniósł się w prawdziwe góry, pozostało za to wiele pętli do trenowania XC. Wytyczenie ich wymaga momentami nie lada fantazji. Trasy nie są oznakowane, gęsta sieć zmienia się systematycznie, a mocno ekspansywna dzika roślinność nie ułatwia trudu utrzymania ich w należytym stanie. Na Wzgórze było wiele pomysłów planowego zagospodarowania, jak do tej pory żadnego jednak nie zrealizowano. Po wschodniej stronie znajdziecie zadbany pumptrack, gdzie jeszcze niedawno odbywały się amatorskie zawody. Dla redakcji Bike’a Kilimandżaro jest zazwyczaj plenerem „ostatniej chwili”, kiedy sprzęt mamy przetestowany, ale nie ma już czasu na sfotografowanie detali w górach. Duża liczba stromych, krótkich podjazdów, kręte ścieżki, miniagrafki, uskoki i niemal pionowe zjazdy – to wszystko czyni to miejsce idealnym do codziennego trenowania pełnego repertuaru XC na bardzo małej przestrzeni. Zawodnicy z wrocławskiej czołówki MTB często tu bywają, a Wzgórze jest cały czas żywym dowodem na to, że kolarstwo górskie można uprawiać niemal wszędzie, nawet tam, gdzie do gór daleko.

 

Jak tam trafić?
Wzgórze znajduje się w obszarze Śródmieścia, na terenie osiedla Zalesie, tuż obok kompleksu sportowo-rekreacyjnego Kąpielisko Morskie Oko. Na końcu ulicy Chopina możecie pozostawić samochód, a jeśli znudzi się wam jeżdżenie po małym terenie, proponujemy poszerzyć pętle o okoliczny las, tereny Stadionu Olimpijskiego oraz Wały.

 

 

Szaniec Szwedzki

To oficjalna nazwa popularnej Górki Osobowickiej, mieszczącej się na terenach Lasu Osobowickiego w północnej części Wrocławia. To stare wzniesienie, częściowo sztucznie usypane, jest dawnym grodziskiem. Jego wysokość bezwzględna to 126 m n.p.m., co czyni je oficjalnie o metr niższym niż Kilimandżaro. I podobnie jak ono wznosi się w pobliżu Odry. Dziś całkowicie zadrzewione wzniesienie było kiedyś celem wycieczek dawnych breslauerów, gdyż na jego szczycie stała piękna, kamienna wieża widokowa, dedykowana Cesarzowi Wilhelmowi I. I z powodu tych pięknych widoków na całą okolicę i panoramę miasta, w obliczu radzieckiego natarcia, wieżę wysadzono w 1945 roku, by nie mogła zostać użyta przez wroga jako centrum kierowania ogniem artyleryjskim. Jej pozostałości, fragmenty kamiennych schodów i fundamentów, znajdziecie po dziś dzień oplecione dziko rosnącą roślinnością.

Przez wiele lat wzgórze pozostawało w zapomnieniu, od kilku sezonów, dzięki zaangażowaniu zapaleńców w budowę nowych tras, stanowi świetne miejsce do codziennych treningów. Najtrudniejsze odcinki (czytaj: najbardziej strome) znajdują się na północnym i wschodnim stoku. Najdłuższa pętla liczy 2,3 km; a suma przewyższeń, według Stravy, 15 metrów. Żeby zdobyć tam KOM-a, trzeba pojechać szybciej niż 7 minut i 8 sekund. Podobnie jak w przypadku Kilimandżaro i tutaj trasy nie są oznakowane. Najlepiej zwiedzać je w towarzystwie lokalnych kolarzy, którzy znają teren i wytyczone szlaki na pamięć. Krótkie, strome zjazdy mogą stanowić wyzwanie nawet dla zaawansowanych, warto przyjrzeć im się dokładnie przez próbą ataku. Wszystkie trasy są do przejechania zwykłym hardtailem. Jeśli nie czujemy się na siłach, możemy „kręcić kółka” po starych pieszych szlakach lub udać się do wschodniej części lasu i tam pojeździć po płaskich singlach.

 

Jak tam trafić?
Najłatwiej zlokalizować Cmentarz Osobowicki. Jeśli nie korzystacie z nawigacji, każdy wrocławianin was do niego pokieruje. Stamtąd odliczcie jeszcze cztery kilometry i jedźcie dalej ulicą Osobowicką, aż skończą się „osady ludzkie” i zacznie dziki las. Wzgórze znajduje się po lewej stronie drogi.

 

 

Dwie górki i tyle?

Wzgórze Kilimandżaro i Szaniec Szwedzki to dwa najbardziej popularne miejsca do uprawiania kolarstwa górskiego w granicach Wrocławia, na szczęście nie jedyne. Dawne wysypisko śmieci, czyli Wzgórze Gajowe, również może posłużyć jako miejsce do sprawdzenia sił i sprzętu przed bardziej ambitną wyprawą. Wspomniana już Mała Sobótka, z racji dużego oblężenia przez pieszych i biegaczy, bywa dla kolarzy górskich mało atrakcyjna, mimo dość ciekawych tras wytyczonych na jej stokach. Rezygnując z podjazdów, śmiało można zapuścić się na tereny Lasu Swojczyckiego i dalej, poza granice Wrocławia, w stronę Czernicy. Jeśli jednak macie trochę więcej czasu, jedźcie na północ, w stronę Wzgórz Trzebnickich, albo na południe, w kierunku Strzelina. Widoki są zdecydowanie piękniejsze, a i suma przewyższeń bardziej satysfakcjonująca.  

Komentarze do artykułu