Trek Fuel EX - As wszystkich tras

Polska klasyka

O Koninkach i miejscowym bike parku słyszeliśmy wiele dobrego. Nie pozostało więc nic innego jak sprawdzić go. Tym razem z wizytą wybraliśmy się incognito, by nic nie zmąciło osądu. Było warto!



Bike parków w Polsce jest jak na lekarstwo. Miejsc, gdzie można pojeździć z użyciem wyciągu, po prostu nie ma, i tyle. Kilka, typu Szczyrk (nie lubią rowerzystów) czy Kluszkowce albo Żar nie zmieniają faktu, że można odczuwać wyraźny niedostatek. Jeśli już są, zazwyczaj cieszą się popularnością. Dla fanów zjazdu, ale coraz częściej też enduro, wyciąg to zbawienie. Nie każdy lubi pedałować pod górę, nie każdy też daje radę. A bike park to okazja do szkolenia techniki, ale i miejsce stworzone po to, by po prostu dobrze się bawić. 

 

Dokąd?

W tym roku odpadły dwie miejscówki – Mosorny Groń i Kasina Wielka, Koninki stały się więc naturalnym celem dla mieszkańców Krakowa i okolic. Dwie najbliższe miejscowości, Porębę Wielką i Niedźwiedzia, od grodu Kraka dzieli niespełna 70 km. O ile nie będzie to weekend, Zakopianka poprowadzi na miejsce błyskawicznie, aż na parking, z którego tylko parę kroków do wyciągu.

 

 

 

Charakter

Ktoś, kto był w kilku polskich bike parkach, poczuje się tu jak w domu. Trasy są... naturalne. To słowo najlepiej oddaje ich charakter. Oznacza tyle, że jeśli lubicie miejscówki w stylu Rychleby czy inne single pod Smrekiem, czyli z przygotowanym podłożem, to zdecydowanie nie ten adres. Nie chodzi o to, by straszyć, lecz przygotować na zupełnie inny charakter. Nie ma wysypanych piaseczkiem gładkich ścieżek, są korzenie, kamienie i błoto. Bandy, jakie powstały, także mają charakter głównie naturalny, co nie znaczy, że nikt ich nie kopał i nie umacniał, ale zgrabnie wpasowały się w teren. Na trasach jest trochę nowych inwestycji, typu skocznie czy wallride, ale nie zmieniają one charakteru całości. Swoją drogą nie do końca wiadomo, do czego służą niektóre kładki, ale doceniamy wysiłek. Widać, że chęci są, a robota wre. I od razu ostrzeżenie! Jeśli nie potraficie jeździć, w Koninkach nie będziecie mieli co robić. To trasy dla osób zaawansowanych. Reszta będzie się stresować i irytować na zmianę, nawet jeśli część przeszkód da się objechać.

 

 

 

Dwie podstawowe trasy 

Klasyczny wyciąg krzesełkowy prowadzi na Górę Tobołów, a do wyboru mamy dwie podstawowe trasy: niebieską i zieloną. Za każdym razem początek jest taki sam – od wyciągu jedzie się w prawo. Wyciąg jest taki, jak każdy widzi. Dobrze, że w ogóle jest, nie ma co narzekać. Celowo wprowadzamy kolory tras, bo „pucharówka” i tym podobne nazwy i tak nic nikomu nie powiedzą. Tym bardziej, że zarówno na oficjalnej stronie bike parku (nie działa), jak i na profilu facebookowym (działa, i to aktywnie, Koninki Gravity Park New) mapek nie znajdziecie, choć próbowaliśmy.
Trasy są oznakowane, ale w nie do końca logiczny sposób. Najłatwiej za pierwszym przejazdem po prostu patrzeć, gdzie przebiega najostrzej wyjeżdżony ślad. Z drugiej strony obok tych oznakowanych oficjalnie las przecina sieć innych ścieżek. Widać, że ludzie jeżdżą tu i bawią się, szukając opcji. Mnóstwo jest skrótów i dojazdówek oraz dodatkowych linii, każdy znajdzie wariant, który będzie mu odpowiadać najbardziej. I choć dwie trasy mają podobny charakter, bo się krzyżują i przebiegają po tym samym podłożu, niebieska jest trochę łatwiejsza, a na zielonej czai się więcej niespodzianek. Obie mają podobną długość, czyli są dość krótkie, w zależności od kombinacji od 1,5 do 2 km. Mało? Żeby całość przejechać płynnie, zaliczając co trudniejsze przeszkody, trzeba się naprawdę postarać! I umieć latać. Ciekawostka? Po licznych śladach ognisk widać, że miejsce jest popularne towarzysko... Nie wiemy, jak to się ma do ochrony przyrody oraz Gorczańskiego Parku Narodowego tuż obok, ale widać, że miejsce żyje.

 

 

 

Rowery

BIKE nie jest magazynem dla zjazdowców, dlatego zawsze zabieramy ze sobą sprzęt, na którym jeździmy na co dzień, czyli jakiegoś ścieżkowca czy inne enduro. Tym razem było podobnie, ale wzięliśmy też, na wszelki wypadek, sprzęt FR. Szczerze mówiąc, dopóki w planach nie ma dalekich lotów, nowoczesne enduro o skoku 160 mm, z dobrą geometrią i zawieszeniem oraz sprawną amortyzacją, jest w stanie ogarnąć wszystko. Reszta to tylko sprawa psychiki i przekonania, że po prostu się da. Przyczepne gumy, takie jak w Authorze Patriot Evo Team (to już kolejna wersja, jaką testowaliśmy, tu znajdziecie jej prezentację - http://magazynbike.pl/artykul-author-patriot-evo-team-prezentacja.htm) ułatwiają życie. Nie zmienia to faktu, że Author Ninja FR (tu możecie go zobaczyć: http://magazynbike.pl/artykul-author-ninja-fr-prezentacja.htm), czyli drugi z rowerów, jaki mieliśmy ze sobą, również radził sobie bardzo dobrze, choć oczywiście tylko w kierunku w dół. To prawdziwy czołg, nawet jeśli o bardzo zbliżonej konstrukcji do poprzedniego. Ma takie samo zawieszenie, bardzo podobną ramę, ale zupełnie inną koncepcję w tle. Amortyzatory ze sprężynami stalowymi robią swoje, rower dużo waży. Z drugiej strony, dzięki temu sprzęt jest stabilny i dobrze znosi twarde lądowania. Nie przeszkadza wysoka waga i fakt, że jest dwa razy tańszy niż wymieniony jako pierwszy. W obu przypadkach i tak korzysta się z wyciągu, napędy z jedną tarczą z przodu na niewiele się przydadzą w okolicznych górach. Jest stromo praktycznie od startu, jeśli chce się podjeżdżać. Tak, podchodziliśmy, byliśmy w środku tygodnia o świcie...

 

Zamiast podsumowania

W naszym pięknym kraju nad Wisłą (i Odrą) szkolenia z techniki jazdy na rowerze górskim stają się coraz bardziej popularne. Miejsc, gdzie można jeździć w trudniejszym terenie, z użyciem wyciągu, jest jakby mniej. Koninki dobrze nadają się do tego, by się uczyć, ale już w wariancie zdecydowanie zaawansowanym. Polecamy też zainwestowanie w zestaw ochraniaczy, solidnych, z kaskiem typu full face na czele. Miejsce jest bardzo przyjemne, zachęca do szybkiej jazdy, a ta czasami boli. Miejscowym gratulujemy inicjatywy i pracowitości, bo widać, że Koninki się rozwijają. Sugerujemy dorobienie w paru miejscach szykan oraz zabezpieczeń, bo są sekcje brutalnie szybkie, gdzie ktoś nieuprzedzony może sobie zrobić krzywdę. Przydałaby się też konsultacja co do sztucznych przeszkód na kolejnym etapie. Te stare, rozsypujące się, na szczęście zdążyły już zniknąć. Nowe jednak czasami nie do końca wiadomo, do czego służą, a wszyscy przecież chcemy, żeby po prostu było lepiej. Wniosek? Odwiedziny Koninek to wasz obywatelski obowiązek!

Tym razem nie umieszczamy mapki, bo bike park jest zbyt mały. Po wszystkie informacje praktyczne odsyłamy na wspomniany już profil facebookowy. 

Komentarze do artykułu