Przeżyte Enduro Trails

Zdecydowanie warto. Tak najkrócej mogę podsumować swój start w pierwszych w życiu zawodach enduro. Choćby po to, by spróbować, z czym się to je, poznać nowe trasy, których na pewno bym sam nie znalazł. Oraz zdecydowanie spotkać fajnych ludzi. Czy wystartują znów w podobnej imprezie? Szczerze mówiąc nie wiem.



To było już moje drugie podejście do enduro. Pierwsze, po objazdówce przed zawodami na Ślęży zakończyło się falstartem. Trasa nie podobała się i tyle. Postanowiłem tematowi dać drugą szansę - z nowymi górami i organizatorem. Tym razem się nie zawiodłem.

 

Bielsko-Biała i okoliczne góry są genialne, a przebieg czterech odcinków Enduro Trails trudno nazwać inaczej jak rewelacyjne wykorzystanie możliwości okolicy. Szczerze mówiąc mocno się zastanawiałem, który wybił się na mojego faworyta, bo wszystkie były równie ciekawe - zarówno OS 1 i 4 na Koziej Górce, jak i OS2 na Łysej i 0S3 na Magurce.Wilkowickiej. Było trudno, momentami nawet bardzo, ale dało się jeździć. Zdecydowanie przewagę mieli ci, którzy wcześniej dokonali ich objazdu. Mnie ścianka na OS3 (i ten odcinek ostatecznie wygrał klasyfikację the best of) czy skocznie na OS4 zdecydowanie... zaskoczyły. Podobnie jak korzenie na OS1 (koledze, który tuż obok malowniczo trafił w drzewo życzę szybkiego powrotu do zdrowia). Nie zmienia to faktu, że świetnie się bawiłem. Najwyraźniej też i inni - zadowolenie wśród startujących było zaraźliwe. O ile sama organizacja zostawiała trochę do życzenia - głównie „lotny” start gdy nikt nie wiedział o co chodzi, bo wirtualna brama nie chciała się zmaterializować - o tyle już pomiary na odcinkach i ich oznaczenie były bardzo dobre. 



Dlaczego mimo wszystko nie wiem, czy znów wystartuję w enduro? Bo... trochę przypomina mi wycieczkę, tyle że z pomiarem czasów na określonych odcinkach. Wycieczki są super, ale czasami zwyczajnie szkoda przysłowiowych widoków, a spinanie się irytuje. A może po prostu chciałbym, żeby takie trasy jak tu miały stały, oznakowany charakter. Nic nie straciłyby ze swojej jakości! Z drugiej zaś strony jak na wycieczkę ilość podjeżdżania - a raczej podchodzenia - była dosadna. Na szczęście znający okolicę zaproponowali kilka alternatywnych wariantów, które nie zmuszały do noszenia rowerów. To zresztą sugestia do kolejnej edycji - więcej jazdy także w górę, w dół było rewelacyjnie. 

 

Co do strony sportowej to... wydaje mi się, że decydująca była znajomość tras. Fakt, że Marek Konwa na sztywniaku był trzeci, również częściowo o tym świadczy - i nie zmienia to faktu, że Marek bardzo dobrze zjeżdża. Tu także można byłoby zadbać o większe wyrównanie szans, choćby ujawniając trasy w ostatniej chwili.

 

Jeśli nawet nie wrócę na enduro, to na pewno w okolice Bielsko-Białej. Ślady tras mam zapisane i muszę je powtórzyć. Strava pozwoli sprawdzić, jak wypadło. Wszystkim zaś fanom dobrego jeżdżenia życzę podobnych, stałych szlaków.




Na obszerną fotorelację z trasy zapraszamy na naszą stronę na Facebooku. 




Tekst: Grzegorz Radziwonowski, g.radziwonowski@magazynbike.pl

Komentarze do artykułu